Klucz do biografii. Wokół spotkania „Między życiem a biografią”- 1.12.2011 r., Poznań

Anna Jakubiuk
15 stycznia 2012 | liczba odsłon: 74
Kategoria: Spotkania, Wydarzenia

Mówi się

Magdalena Tulli przy okazji ukazania się jej nowej książki „Włoskie szpilki” mającej charakter autobiograficzny, ale autobiografią niebędącą, w rozmowie z  Katarzyną Kubisiowską (Ludzik mi padł, więc gram następnym w: „Duży Format”, 27.10.2011) dzieli się awersją do fikcji. Mówi:

Dawniej fikcja wydawała mi się świetnym kamuflażem. Dopiero od pewnego czasu wprawia mnie w zakłopotanie. Jakbym się spodziewała, że ktoś zaraz zapyta: a ty po co zmyślasz? Samo zmyślanie nie byłoby problemem, ale fikcja domaga się, żeby ją ubierać w pozory realności. Nie tylko się zmyśla, jeszcze trzeba udawać, że bierzemy zmyślenie na serio, i zachęcać innych do tego samego. Zmyślałam, owszem.

Zadie Smith w kontekście wydania w Polsce jej książki non fiction „Jak zmieniałam zdanie” powiedziała Katarzynie Surmiak-Domańskiej (Zadie Smith non fiction w: „Książki. Magazyn do czytania”, lipiec 2011):

Dziś wiele osób nienawidzi powieści. Żyjemy w świecie non fiction. Książki reporterskie sprzedają się coraz lepiej. Filmowe dokumenty są coraz lepsze i coraz więcej ludzi chce je oglądać. Kto ma dziś cierpliwość do zagłębiania się w coś, co nie wydarzyło się naprawdę.

Na świecie i w Polsce

Na Zachodzie biografie i autobiografie cieszą się ogromną popularnością, to właśnie po nie najchętniej sięga tamtejszy czytelnik. Trudno się dziwić skoro biografistykę, jak przekonuje Beata Stasińska w tekście Ewy Winnickiej (Kłopotliwy temat pisania biografii. Cała prawda  o non fiction w: „Polityka”, 22.11.2011), można tam nawet studiować. Irena Grudzińska-Gross (Rentgen nie zna litości w: „Książki. Magazyn do czytania”, lipiec 2011) podaje Amerykę jako przykład kraju non fiction boom, w USA mianowicie obejrzymy Biography Channel albo dostaniemy Pulitzera w tej kategorii. W Polsce z kolei o zainteresowaniu biografiami i autobiografiami świadczy liczba sprzedanych książek Wojciecha Manna (ponad 100 tys.), Kingi Rusin (ponad 80 tys.) czy biografia Wojciecha Cejrowskiego pióra Grzegorza Brzozowicza (ponad 50 tys.)- trzeba podkreślić przy tym za Ewą Winnicką (Kłopotliwy temat pisania biografii. Cała prawda  o non fiction w: „Polityka”, 22.11.2011), że 5 tys. kupionych egzemplarzy powieści to dla jej autora spory sukces. Także wielość pozycji z gatunku non fiction na księgarnianych półkach może o tym zaświadczać, żeby wymienić choć kilka rzeczy wydanych w przeciągu ostatnich miesięcy: Magdalena Grzebałkowska „Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego”, Joanna Olczak-Ronikier „Korczak. Próba biografii”, Andrzej Franaszek „Miłosz. Biografia”, Mariusz Urbanek „Broniewski. Miłość, wódka, polityka”, Marek Niedźwiecki „Nie wierzę w życie pozaradiowe” czy Danuta Wałęsa „Marzenia i tajemnice”. Chociaż wydawnictwa, paradoksalnie, ponoć niezbyt chętnie zamawiają książki biograficzne z obawy przed ewentualnymi kosztami procesów sądowych (zwłaszcza jeśli historia tyczy celebryty). Rozchodzi się tutaj o prawo do prywatności albo prawo do wolności wypowiedzi. O tyle łatwiej jest autorom wybierającym bohaterów, którzy mają bądź mieli wkład nie do przecenienia w życie kulturalne albo społeczne kraju. Wówczas nawet gdy publikacja zawiera kontrowersyjne treści ma szanse ujrzeć światło dzienne, bo może wywołać dyskusję nad zagadnieniami, które są z punktu widzenia społeczeństwa istotne. Ta wartość jest nadrzędna. Z tego też powodu Alicja Kapuścińska nie zdołała zatrzymać sprzedaży książki Artura Domosławskiego „Kapuściński. Non-Fiction”. Ewa Winnicka w tym samym artykule wymienia jako kłopotliwe w tej branży również współpracowanie ze środowiskiem bohatera, które zdarza się, że bywa niechętne, podejrzliwe albo ma monopolistyczne tendencje (casus Katarzyny Skrzydłowskiej-Kalukin i jej „Gajka i Jacek Kuroniowie”). Beata Stasińska, szefowa W.A.B., wspomina też o finansach i konieczności wspierania autorów właśnie w taki sposób, jeśli zależy nam na rzetelnych i ważnych publikacjach. Nie bez znaczenia jest także dla niej maniera, z jaką zwykło się pisać biografie w Polsce. Z dużym oporem według Stasińskiej przyjmujemy teksty, które nie są opowieściami hagiograficznymi. Tak mianowicie w dużym skrócie przedstawia się sprawa biografii w Polsce.

Powody

Zadziwiający jest odwrót od fikcji na rzecz dokumentu w świecie, gdzie ponoć rzeczywistość nie istnieje, jak głosi dawna teza Jeana Baudrillarda, a właściwie zaciera się różnica pomiędzy rzeczywistością, a tym, co ją symuluje. Używając metafory filozofa: mapa wyprzedziła terytorium. Żyjemy w hiperrzeczywistości, gdzie relacja pomiędzy obrazem a znaczeniem przybrała inną formę, gdzie mamy do czynienia z nadprodukcją sensu, a media na politycznych usługach reżyserują wydarzenia, do tego stopnia, że zdanie wypowiedziane przez Baudrillarda, że wojny w Zatoce Perskiej nie było, nie jest tak absurdalne, jakby się mogło wydawać na początku. Popyt na dokument w takim razie koresponduje z wizją Baudrillarda (udział w zapośredniczonej przez dokument rzeczywistości), czy jest wołaniem o realność zmęczonego postmodernizmem człowieka (na litość boską, rzeczywistość istnieje!)? Na pytanie dlaczego biografie są coraz bardziej popularne próbowano odpowiedzieć także podczas dyskusji „Między życiem a biografią”, organizowanej w ramach „Czwartku Literackiego” w poznańskim Pałacu Działyńskich 1 grudnia 2011 roku. Gośćmi profesora Piotra Śliwińskiego byli znawcy zagadnienia od kuchni, którzy stawiali własne tezy na zadaną kwestię.

Janusz Degler (autor „Witkacego portret zwielokrotniony”, teatrolog):

Jeśli prześledzimy historię biografistyki to spostrzeżemy się, że głód poznawania tajemnic życia wybitnych ludzi to nie jest nic nowego. Swój początek bowiem biografistyka miała już w starożytności. Jej ojcem był Plutarch i to on jako pierwszy stworzył model biografii. Można powiedzieć, że każda epoka takowy posiadała, dodatkowo uzależniony od różnych czynników. Związany był on przede wszystkim z umiejętnością korzystania z wiedzy o człowieku jakie niesie nauka, filozofia, socjologia czy znajomością ówczesnego życia społecznego. Model biografii łączył się ściśle z funkcją, u Plutarcha była to funkcja moralizatorska. W średniowieczu pisano hagiografie zgodnie z potrzebami ówczesnego kościoła. Miały one nieść wzory postępowania godne naśladowania. Zmiana w historii biografistyki nastąpiła w okresie renesansu, kiedy to pojawiła się biografia informacyjna (Georgio Vasarii- „Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów”), ale istotny przełom miał miejsce pod koniec XVIII wieku. Wtedy to James Boswell, autor wspaniałej biografii doktora Samuela Johnsona, skonstruował model biografii korzystającej z różnych źródeł i odwołującej się do anegdot. Taki schemat pisania dominował przez cały XIX wiek, chociaż należy zaznaczyć, że w drugiej połowie XIX wieku doszły zakazy obyczajowe. Epoka mieszczańska nakładała na biografię pewną cenzurę, czego efektem były opowieści o charakterze hagiograficznym. Dopiero I wojna światowa przyczyniła się w istotny sposób do zmiany spojrzenia na jednostki wybitne. Nastąpiła deheroizacja, z wielkich person wydobywano to, co było w nich niegodziwe, śmieszne lub małostkowe. We współczesności z kolei popularny był strukturalizm w pisaniu biografii. Na wykładach z literatury jak ognia unikano słowa autor. Zamiast tego był podmiot mówiący lub podmiot liryczny. Ten swoisty kaganiec był reakcją na psychologizm, w którym zgłębiano ciemne strony życia pisarza, a w interpretacjach posiłkowano się Freudem. Strukturalizm był też odpowiedzią na socjologizm, który np. przyczyny smutku Adama Mickiewicza na Judahu skale upatrywał w spadkach cen zbóż. Toteż uciekając od psychologizmu i socjologizmu zamiast biografii tworzono kalendarium życia i twórczości. Ciekawie z tego impasu wyszli teatrolodzy pisząc żywoty (Józef Szczublewski „Żywot Modrzejewskiej”, „Żywot Osterwy”). Polegały one na montażu. Zamiast narratora był w nich obecny podmiot twórczy w tym sensie, że brał on tylko fragment z korespondencji swojego bohatera, a nie umieszczał bezpośrednio swoich wypowiedzi. Można tutaj mówić o pewnym dokumentalizmie. Wracając do autora, w latach 70-tych autor był nam niepotrzebny. Liczyło się samo dzieło, sam tekst, poza naszym zainteresowaniem było życie autora. Na tym tle powstał naturalny głód wiedzy o człowieku. Istotną rolę w tej kwestii odgrywa również współczesna kultura masowa, w której roi się od tabloidów karmiących nas szczegółami z życia prywatnego gwiazd (inna sprawą jest już to, że te gwiazdy chętnie w tym procederze uczestniczą). Dziś już nie ma granic, jeśli chodzi o sferę prywatności, intymności.

Ryszard K. Przybylski (autor „Być i pisać. O prozie Gustawa Herlinga-Grudzińskiego”, „Etos i artyzm. Rzecz o Gustawie Herlingu-Grudzińskim”- red.; na fotografii z lewej strony, po prawej prof. Piotr Śliwiński):

W przypadku pisarzy emigracyjnych brakowało źródeł dotyczących ich biografii, może stąd ta ciekawość. Ich życie trzeba było wyłuszczyć, w ograniczonym oczywiście zakresie, z ich tekstów. Zainteresowanie biografiami jest też poprzedzone zainteresowaniem dziennikami (Maria Dąbrowska, Zofia Nałkowska, Jarosław Iwaszkiewicz), które często bywały dużo ciekawsze niż same dzieła literackie. Dzienniki poza tym pełniły uzupełniającą funkcję. Szczególnie popularne są też biografie i biografowie polityków, bo dają one dostęp do tajemnic wcześniej, w wyniku gry politycznej, skrywanych. W tej perspektywie rysuje się inaczej biografia artysty, bo na biografię artysty składa się mit artysty związany z kryteriami danej epoki.

Wojciech Bonowicz (autor rozmów: „Schody do nieba. Z Ojcem Leonem Knabitem OSB rozmawiają Wojciech Bonowicz i Artur Sporniak”, „Niebo to inni. Z Janiną Ochojską rozmawia Wojciech Bonowicz”, „Od początku do końca. Z ojcem Leonem Knabitem OSB rozmawiają Wojciech Bonowicz i Artur Sporniak”, książek o księdzu Józefie Tischnerze: „Tischner”, „Kapelusz na wodzie. Gawędy o księdzu Tischnerze”; ponadto poeta; na fotografii z prawej strony):

Są biografie, bo są na nie pieniądze. Biografia Franaszka nigdy by się nie pojawiła gdyby nie pieniądze Wydawnictwa Znak i Instytutu Książki. Wydawnictwo W.A.B. przetarło szlak, potem dołączyło Wydawnictwo Znak i inni. To jest ważne, bo biografia jest kosztowna. „Tischner” nie powstałby gdyby Wydawnictwo Znak nie zaryzykowało i nie dało mi rocznego stypendium. Wydawcy uwierzyli, że to są książki, które mogą ludzi zainteresować i zaczęli te książki zamawiać. Inna rzecz, że biografie pojawiają się stosunkowo prędko po śmierci bohaterów (Ryszard Kapuściński, Józef Tischner, Jan Twardowski). Istnieje potrzeba szybkiego opowiedzenia tych ludzi. Zmienił się też sposób rozmowy o literaturze, szerzej: sztuce. W naszej kulturze jest z jednej strony presja na indywidualizm, na jednostkę, na oryginalność, a z drugiej kultura jest także nasycona przekonaniem, że człowiek nic nie znaczy, mówi się o kresie podmiotu. Organizm w takiej sytuacji musi się bronić. Ta gonitwa w stronę osoby, w stronę jej życia wynika nie tylko z takiej zwykłej ciekawości, z jaką podgląda się sąsiadkę, ale też z chęci spotkania się z drugim człowiekiem i przekonania się, że wciąż istniejemy, jesteśmy kimś, nie tylko brzydkim opakowaniem samolubnego genu.

Sposób

Pojawia się też pytanie o sposób pisania biografii. Profesor Piotr Śliwiński wspomina o współczesnym pokazywaniu człowieka w biografiach na dwie modły. Albo mamy do czynienia z próbą zaspokojenia ciekawości, takiej ciekawości kultury niedyskrecji albo intencje wznowienia parenetycznych funkcji biografii. O braku dyskrecji, ograniczeń i dobrego smaku mówi z kolei Irena Grudzińska-Gross (Rentgen nie zna litości w:„Książki. Magazyn do czytania”, lipiec 2011) w kontekście amerykańskiej biografistyki. Michael Scammell- brytyjski krytyk, wykładowca, tłumacz, autor biografii pisarza Arthura Koestlera, w rozmowie z Wawrzyńcem Smoczyńskim (Powieść pod przysięgą . Rozmowa z Michaelem Scammellem w: „Polityka”, 17.03.2010) też nie zaprzecza, ze istnieje moda, by pokazywać więcej życia prywatnego swojego bohatera. Nierzadko jest również tak według niego, że pod płaszczykiem dotarcia do prawdy autor uprawia podglądactwo chcąc zwielokrotnić liczbę sprzedanych egzemplarzy swojej książki. W Polsce przełom nastąpił wraz z pojawieniem się biografii „Kapuściński. Non-Fiction” Artura Domosławskiego. Domosławski naruszył konwenanse, opisując życie miłosne czy politycznego swojego bohatera, które dotąd szerszej publiczności nie było znane. Podkreślmy, że stosunkowo niewiele czasu minęło też od śmierci cesarza reportażu. Otworzył tym samym dyskusję.

Kultura

Popularność biografii nie jest, jak wiemy, zjawiskiem nowym. Interesujące jest to, że dokument dystansuje fikcję w opisie rzeczywistości. Co ten fakt mówi nam o kulturze, w której przyszło nam żyć? Zgodzić się należy z Wojciechem Bonowiczem, że kultura stoi w rozkroku. Jedna noga zapada się w apokaliptycznej wizji Francisa Fukuyamy, że w dobie rewolucji biotechnologicznej nastąpi koniec człowieka. Druga noga chce się indywidualizować i być oryginalną w czasach szalejącego kapitalizmu . Natomiast Zygmunt Bauman mówi m.in. o wahadłach:  potrzeba społecznego oparcia i żądza autonomii; chęć upodobnienia się do innych i dążenie do niepowtarzalności („Kultura w płynnej nowoczesności”). Co prawda używa tych opozycji w kontekście mody, ale jak widać pasują też do interpretacji omawianego przez nas zagadnienia, tym samym diagnozują kulturę. Biografie krzyczą, że ludzie istnieją i mają się całkiem dobrze, z drugiej strony swoim tematem legitymizują indywidualistyczne tendencje. Może non fiction boom to też dowód na przeżywany postmodernizm, w którym nie tylko dzieło jest istotne, ale także autor. Perspektywa autora poszerza horyzonty i uczula na relatywizm. Z kolei pisanie biografii na polskim podwórku w sposób coraz bardziej otwarty, zdaje się mniej życzliwy i niegrzeszący dyskrecją  można prosto rozpatrywać jako efekt importowanych zza oceanu wzorców. Ot, literacko-metodologiczna globalizacja. To byłaby jednak zbyt arogancka analogia. W sukurs znów przychodzi mi Zygmunt Bauman, który w książce „44 listy ze świata płynnej rzeczywistości” skłania do namysłu nad prywatnością w dzisiejszej kulturze. Ludzie dziś nie boją się wkraczania w ich sferę prywatną. Przeciwnie. Martwią się, gdy nikogo nie interesuje ta część ich życia. W efekcie to sfera publiczna przeżywa dzisiaj najazd, zalew i podbój prywatności. Tak więc granica między tym, co publiczne, a prywatne jest płynna (sic!) i już nie tak oczywista, co doskonale widać też w manierze pisania biografii, która to czasami każe poddać w wątpliwość istnienie instytucji tajemnicy czy intymności. O jednym jestem przekonana, ze przygody biografii, autobiografii i, szerzej, literatury non fiction karzą nam, czytelnikom nieustannie reflektować nad otaczającą nas kulturą i obserwować jej zmiany. Próżno szukać jednego klucza.

 

*

Zdjęcia udostępnione przez p. Agnieszkę Królczyk (Biblioteka Kórnicka. Polska Akademia Nauk – Oddział w Poznaniu. Pałac Działyńskich)

Tagi: , , , , ,

Skomentuj