CHOMSKY’EGO KRYTYKA MEDIÓW. Część 1: Czy możliwa jest debata o mediach?
15 lutego 2009 | liczba odsłon: 1 126
Kategoria: Ludzie, Sylwetki

Kiedy pada gdzieś nazwisko Noam Chomsky, pojawia się ono zazwyczaj w jednym z trzech kontekstów. Jest przywoływany jego dorobek jako lingwisty, cytowane są jego wypowiedzi krytykujące politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych (tudzież politykę wewnętrzną, choć znacznie rzadziej). Trzecim kontekstem – o którym traktuje niniejszy tekst – jest praca, którą rozpoczął Chomsky w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, wspólnie z emerytowanym profesorem ekonomii Edwardem S. Hermanem. Najważniejszym rezultatem owej autorskiej kooperacji była książka Manufacturing Consent.
Autorzy określają we wstępie, iż ich celem będzie zarysowanie „modelu propagandy” i zastosowanie go do opisu mediów w Stanach Zjednoczonych, a także ukazanie sposobu w jaki, ich zdaniem, powinny one funkcjonować. Główną zasadą mediów, a także punktem wyjścia w ich analizie, musi być założenie o pożądanej niezależności tychże oraz określenie ich misji jako odkrywanie i pokazywanie prawdy (N. Chomsky, E. S. Herman, Manufacturing Consent. The Political Economy of the Mass Media, Vintage, London 1994, s. Xi). Brzmi to oczywiście jak truizm, któż bowiem zakładałby, że dziennikarze i redakcje zajmują się czym innym, lub że ich praca podporządkowana jest innym wartościom? Według Chomsky’ego i Hermana w istocie tak jest – ważnym składnikiem pracy dziennikarzy jest propaganda, czyli te działania mediów, które mają za zadanie zdobywać poparcie społeczne dla przedsięwzięć i idei sprzyjających interesom konkretnych grup, zazwyczaj właścicieli lub reklamodawców.
Model propagandy zarysowany w Manufacturing Consent ma być ogólnym spojrzeniem na mechanizmy działania mediów. Jak zauważa J. Klaehn w tekście A Critical Review and Assessment of Herman and Chomsky’s ‘Propaganda Model’ („European Journal of Communication” nr 17 (2), 2002, s. 147 – 182, s. 153.), autorzy skupiają się na strukturze funkcjonowania propagandy, a nie na ocenie jej efektów. Wynikają z tego liczne nieporozumienia towarzyszące odczytywaniu tekstu. Jak bowiem – na pierwszy rzut oka – można przyjąć twierdzenie, iż opisywany mechanizm jest większym problemem w państwach demokratycznych niż totalitarnych? A twierdzenie takie w książce pada i jest w dość prosty sposób uzasadnione. Jeśli na przykład mamy do czynienia z działającym oficjalnie urzędem do spraw kontroli publikacji lub komitetem propagandy, bierzemy to pod uwagę czytając prasę lub oglądając telewizję podległą owym cenzorskim instytucjom. W systemie demokratycznym tymczasem – piszą autorzy – kontrola tego co może pojawić się w mediach przebiega w sposób bardziej subtelny. Zazwyczaj na zasadzie samoograniczania się dziennikarzy, przyswajania przez nich ogólnie przyjętych twierdzeń i nie wychodzenia poza dość jasno określone ramy publicznej debaty. Nie dyskutuje się na przykład o podwyższaniu podatków, a jedynie o ich obniżaniu. Różnicę wśród dyskutantów są sprowadzone do kwestii podatków liniowych lub progresywnych, czy też szybkości działań na rzecz ich obniżenia. Ci, którzy nie akceptują wyznaczonych ram debaty nie biorą w niej udziału lub przedstawiani są na zasadzie ekstremistów.
W jednym z tekstów ze zbioru Language and Politics, Chomsky pisze wprost: Jednym ze sposobów na kontrolowanie ludzkich myśli jest tworzenie pozorów debaty, będąc jednocześnie pewnym, że debata ta pozostaje w bardzo wąskim zakresie; mówiąc wprost, musisz być pewnym, że obie strony uczestniczące w debacie zgadzają się z pewnymi założeniami, które stanowią właśnie produkt systemu propagandy (N. Chomsky, Language and Politics, C.P. Otero (ed.), Black Rose Books Ltd., Montreal & New York 1999, s. 672, tłum. J.O.).
Do powyższego dodać jeszcze należy fakt, iż większość mediów głównego nurtu działa na zasadach komercyjnych, a więc nigdy nie zajmie stanowiska, które byłoby sprzeczne z interesami ekonomicznymi (kontynuując przykład debaty o podatkach – to obniżanie podatków będzie prowadzić prostą drogą do zwiększenia dochodów korporacji medialnych) swoich właścicieli lub reklamodawców. Nie ma absolutnie żadnych przesłanek, aby działające dla zysku firmy samoograniczały się. „Model propagandy” przedstawiony przez Chomsky’ego zawiera sam w sobie twierdzenie, iż nie może być on częścią debaty o mediach, toczonej w mediach. Dzieje się tak, ponieważ ewentualna świadomość o tym, w jaki sposób działają ich struktury byłaby szkodliwa dla interesów posiadających je korporacji.
Właśnie w ramach tak zarysowanych „wolnych mediów” funkcjonuje zaproponowany przez Chomsky’ego i Hermana model propagandy, który opiszę w drugiej części tekstu.
Druga część tekstu: CHOMSKY’EGO KRYTYKA MEDIÓW. Część 2: Model propagandy
Trzecia część tekstu: CHOMSKY’EGO KRYTYKA MEDIÓW. Część 3: Wartościowe i bezwartościowe ofiary. Przykład zastosowania modelu propagandy
—
Autor fotografii Noama Chomsky'ego: Agencia Brasil (licencja: CC-BY, źródło: Wikimedia Commons)








Zbrodniczy wolny świat ; Gazeta Wyborcza nr 302,
wydanie waw z dnia 30/12/1995 – 01/01/1996
ŚWIĄTECZNA, str. 11
Archiwum Wyborczej, 3,66zł za dostęp do tekstu: http://szukaj.wyborcza.pl/archiwum/1,0,203911.html?kdl=19951230GW&wyr=Zbrodniczy%2Bwolny%2B%25B6wiat%2B
Ten tekst przeczytałem podczas swoich studiów magisterskich i zrobił na mnie ogromne wrażenie – przede wszystkim dlatego, że nikt wtedy u nas takich rzeczy nie potrafił artykułować. I był pewnie jednym z podstawowych impulsów do zajęcia się kilka lat później Chomsky’m w pracy doktorskiej.