Toast za Góreckiego, czyli krótka recenzja świetnej książki
Dariusz Olejniczak5 lipca 2010 | liczba odsłon: 131
Kategoria: Książki, Polecamy, Recenzje
Czytając książkę „Toast za przodków” Wojciecha Góreckiego miałem poczucie komfortu, zaś pisząc jej recenzję odczuwam lekki niepokój. Oto bowiem jako czytelnik dostałem do ręki rzecz znakomitą, a jako recenzent po raz kolejny muszę wystawić Wydawnictwu Czarne ocenę celującą. Skoro zatem nic nowego, obrazoburczego i świeżego o samej książce i znakomitej robocie reporterskiej oraz dokumentalistycznej jej autora napisać się nie da (bo inni recenzenci napisali już o tym przede mną), poprzestanę na kilku zdaniach zachwytu i przejdę do refleksji, których inspiracją była lektura „Toastu”.
Jak wspomniałem Górecki – znawca Kaukazu, dyplomata, naukowiec, dziennikarz – wykonał świetną pracę. Jego najnowszą książkę czyta się jednym tchem, a relacje reporterskie znakomicie przenikają się z materiałem poznawczym, dotyczącym historii regionu i jego mieszkańców. To prawdziwy rarytas i kopalnia wiedzy o warsztacie nie tylko dla adeptów sztuki reportażu (są w naszym kraju jeszcze tacy?), ale i lektura obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych procesami geopolitycznymi, kulturowymi, historycznymi na styku dwóch kontynentów.
Właśnie owo przenikanie się jest leitmotivem wszystkich bodaj recenzji i zajawek poświęconych książce Góreckiego. I słusznie, bo z dużym prawdopodobieństwem należy przyjąć, iż właśnie wielobarwność, wielowarstwowość, przenikalność i niejednoznaczność Kaukazu chciał nam między innymi Górecki pokazać.
Najpewniej nie powiem niczego nowego, stwierdzając, że niejednoznaczność i przenikanie to domena nie tylko znajdującego się na styku Europy i Azji Kaukazu. Stary Kontynent w całości przecież zbudowany jest na fundamencie takiego pomieszania i różnorodności. Tym jednak, co sprawia, że Kaukaz jawi się nam jako ziemia niemal z innego świata, jest nie tylko jego geograficznie odległe usytuowanie. Nie mniej istotne, o ile nie najistotniejsze, jest to, że ziemia ta – z naszego, europocentrycznego punktu widzenia – zdecydowanie bardziej ciąży ku Azji, niż jeszcze trzyma się swoich zachodnich korzeni.
Dla mnie odpowiedź na pytanie o to, czy Azerbejdżan, Armenia, Gruzja i Kaukaz w ogóle, to jeszcze Europa czy już Azja, jest dość prosta. Zawiera się, być może wbrew intencjom autora, w „Toaście” i brzmi – Azja. Tak, jak Europą nie jest ani Turcja, ani Izrael. Geografia ma znaczenie o tyle, o ile wpływa na bliskość poszczególnych źródeł oddziaływań i wpływów. A Kaukazowi bliżej do starożytnej Persji, muzułmańskiej Turcji, Bizancjum, Bliskiego Wschodu, niż dalekiej Europy z jej rzymską spuścizną. I piszę to świadom, że narażam się na zarzut ignorancji i niedostrzegania niuansów. Uważam po prostu, że unikanie jasnego określenia prowadzi do kompromisów, których czytelnik wcale nie potrzebuje i być może wcale nie oczekuje. Czy ktoś dziś mówi, że Bałkany to nie jest Europa? Czy ktoś odważyłby się uznać z kolei, że Turcja jest krajem europejskim?
Jeśli kogoś nie przekonałem, ma alternatywę – może wierzyć, że gdzieś daleko istnieje tajemnicza, nie należąca do żadnego ze znanych nam światów, Planeta Kaukaz.
____________________
Książka Toast za przodków została opublikowana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Czarne.







W zasadzie niewiele mogę dopisać do tego tekstu, bo książka Wojciecha Góreckiego to rzeczywiście rynkowa reporterska perełka. Tym bardziej wartościowa, że tak mało wiemy u nas o Kaukazie, żyjących tam ludziach, skomplikowanych i pogmatwanych losach żyjących tam narodów. Duży plus.
Duży plus. To jedna z najlepszych książek reporterskich ostatnich miesięcy. Znakomite pióro. Odkrywanie nieznanego. Mądra lektura.