Terrorysta, czyli kto?

Maciej Lewandowski
12 czerwca 2009 | liczba odsłon: 1 189
Kategoria: Książki, Obcojęzyczne

Phil Rees, autor niezwykle interesującej książki, Dining with Terrorists, jest doświadczonym brytyjskim reporterem z ponad dwudziestoletnią karierą. Wiele ze swych dziennikarskich lat spędził na różnego rodzaju polach walki, relacjonując głównie zbrojne powstania narodowowyzwoleńcze, rewolucje i rewolty. Przebywał wśród ich uczestników, rozmawiał z nimi, przypatrywał się ich szkoleniu i bitwom oraz codziennemu życiu. Przez wszystkie te lata relacjonował, zarówno dla brytyjskiej BBC, jak i dla wielu znanych wydawnictw prasowych, poczynania ludzi, nazywanych często przez zachodnich polityków i media „terrorystami”. Jednak sam autor, jak pisze we wstępie, nie użył nigdy tego słowa na określenie bohaterów swych doniesień. W książce autor stara się odpowiedzieć, dlaczego nie nazywa ich terrorystami, zastrzegając przy tym, iż nie ma, w żadnym wypadku, zamiaru gloryfikować mordowania niewinnych cywilów.

Okładka książkiPunktem wyjścia jego rozważań są pytania, jakie zadał grupie Brytyjczyków podczas publicznego spotkania poświęconego zagadnieniom terroryzmu: Czy istnieje moralna różnica pomiędzy zabiciem 52 ludzi w londyńskim metrze, 7 lipca 2005 roku w wyniku ataku bombowego, a ewentualnym zabójstwem takiej samej liczby niewinnych ludzi w wyniku lotniczego nalotu bombowego na Londyn? Biorąc pod uwagę, że 4 bomby (podłożone 7 lipca w metrze) zdołały sterroryzować Londyn i wywołać panikę na terenie całej Wielkiej Brytanii, jaki efekt na mieszkańcach Bagdadu wywierają brytyjskie i amerykańskie naloty lotnicze, podczas których codziennie spadają na miasto setki bomb? Czy cywilne ofiary (co najmniej 8 tysięcy osób) angloamerykańskiej inwazji na Irak są mniej niewinne, niż zabici w londyńskim metrze? Jak czulibyście się, gdyby iraccy żołnierze maszerowali ulicami Londynu, twierdząc, iż przybyli do was, aby dać wam lepsze życie? Czy, gdyby w 1940 roku Hitlerowi udało się opanować Wyspy Brytyjskie, bylibyście skłonni zaakceptować go jako nowego lidera i współpracować z nazistami?

Nie trzeba chyba pisać, jaka była reakcja uczestników spotkania…

Dlaczego zatem nie nazywać ludzi, którzy mordują niewinnych cywilów, terrorystami? Zdaniem Reesa, dlatego, że dzisiejszy „terrorysta” może przekształcić się za parę lat w głowę państwa i zasiadać wspólnie z politykami w jednej sali posiedzeń ONZ, a nawet być laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Dlatego, że nie ma dotychczas międzynarodowej, ogólnie przyjętej definicji terroryzmu. Dlatego, że wczorajszy sprzymierzeniec, nie zmieniając metod walki, a zmieniając wyłącznie przeciwnika – okazuje się być nagle „terrorystą”. Dlatego, że nazwanie kogoś „terrorystą” nie zależy od tego, jak walczy, tylko od tego z kim walczy.

Reeds, jak pisałem we wstępie, przez długie lata przebywał z tymi, których powszechnie nazywa się „terrorystami”. W książce opisuje między innymi życie i walkę algierskich fundamentalistów islamskich oraz zwalczających ich sił rządowych, afgańskich Talibów i Mudżahedinów, kolumbijskich guerrillas, osadników izraelskich, Serbów i Albańczyków z Kosowa, Czerwonych Khmerów z Kambodży, baskijskiej ETA, libańskiego Hezbollahu i Tamilskich Tygrysów na Sri Lance. Rozmawia z nimi o ich wojnach, pyta o ich przyczyny i cele i – większości z nich – stawia pytanie o to, kto, ich zdaniem, zasługuje na miano terrorysty? Odpowiedź w każdym wypadku jest jednakowa: to nie my, to oni…

Książka pozostawia czytelnika bez odpowiedzi. Autor nie odpowiada na to, kto jest terrorystą, próbuje natomiast przekonać nas do tego, żeby wystrzegać się używania tego słowa. Czy próba ta jest próbą udaną? Przeczytajcie, przemyślcie i oceńcie czy używać, czy nie używać, tego terminu. Nie zdziwcie się tylko, kiedy za kilkanaście lat, w relacjach telewizyjnych z gmachu ONZ, zobaczycie wśród prezydentów USA i Francji, wśród premierów Zjednoczonego Królestwa i Niemiec, kogoś, kto dziś jest najbardziej poszukiwanym terrorystą świata!

Creative Commons License

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska

Tagi: , , , ,

2 komentarzy
Skomentuj »

  1. A wszystko dlatego, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…Przykłady można mnożyć.Kiedy Rosjanie walczyli w Afganistqanie, nazywano ich w polskich mediach agresorami, zaborcami i czym tylko się da, a przedstawiciele obecnych naszych władz państwowych zaciągali się w szeregi wojowników afgańskich jako ochotnicy…Front zmieniły Stany Zjednoczone i…A ze spraw bliższych- na wiadomość, że jakiś Niemiec, którego dziadkowie mieszkali kiedyś na terenie dzisiejszej Polski chce coś odzyskać, lub nie daj to domaga się jakichś praw, niejeden zapłonie „świętym oburzeniem” JAK NIEMIEC (NAPEWNO O FASZYSTOWSKICH POGLĄDACH I ODWETOWIEC) ŚMIE CZEGOŚ CHCIEĆ! i często ten sam , niemal od razu, biadolić zacznie nad „cięzkim losem” Polaków na Litwie albo Białorusi, domagających się kolejnych praw i przywilejów, mimo, że sa tam takim samym elementem napływowym, jak Niemcy w Polsce (kto nie wierzy- odsyłam do historii)

  2. Zgadza się, Krystyno , wszystko zależy od punktu siedzenia. Świetny przykład z Afganistanem – nie wpadło mi to do głowy. A podejrzewam, że nawet autorowi książki spodobałoby się Twoje spostrzeżenie.

Skomentuj