Takiej Marlene Dietrich nie znasz
Ewa Krzysiak20 lutego 2010 | liczba odsłon: 273
Kategoria: Książki, Recenzje
Marlene Dietrich jest jedną z najsłynniejszych aktorek XX wieku, doskonale znaną większości ludzi na całym świecie. Bohaterka wielu filmów i książek. Czy można coś jeszcze nowego o niej usłyszeć? Owszem. Jeśli sięgniemy po książkę Angeliki Kuźniak „Marlene”.
“ Nawet gdyby nie miała nic oprócz swego głosu, jest on tym, czym mogłaby łamać serca.” (Ernest Hemingway; Life Magazin)
Zastanawiałam się czy można napisać coś nowego o tak wielkiej gwieździe? Czy jest to możliwe, skoro jej historię opisano setki razy wcześniej? Co ciekawego znajdę w tej książce?
Na odkrywanie życia Marlene, Angelika Kuźniak poświęciła z przerwami prawie dziewięć lat. Poszła śladem niewielkiego notesu, który znalazła wśród wielu jej rzeczy oddanych przez rodzinę do muzeum berlińskiego. Na pożółkłych kartach widnieją nazwiska i adresy znajomych, przyjaciół i wielbicieli z całego świata. I te kilka polskich nazwisk: Marta Romer, Barbara Kotarska, Margaret Semil, Elisabeth Sieniawska oraz Zbigniew Cybulski.
W muzeum w Berlinie Angelika Kuźniak poznawała Marlenę poprzez dokumenty, nagrania, jej własnoręczne zapiski, stroje. Również poprzez rozmowy przeprowadzone z osobami, które znały artystkę osobiście. A później o tym opowiedziała w ciekawy sposób. W formie reportażu.
Właśnie tutaj możemy dokładnie poznać charakter artystki. Dostrzec niejako jej dwoistą naturę.
Oto jak opowiadał o niej jej wnuk Peter Riva: „Wiedziałem, że istnieje osoba, którą nazywaliśmy Massy. To była moja babcia, Marlena. Robiła nam jajecznicę… Za jej pączki z nadzieniem na święta oddałbym życie… Ale kiedy zadzwonił telefon i ktoś pytał o sprawy zawodowe, natychmiast się zmieniała.” Stawała się wówczas inną kobietą – Dietrich – ubraną w żelazny pancerz.
Marlene była podziwiana i jednocześnie znienawidzona przez tłumy. W czasie wojny dokonała wyboru. Wypowiedziała się przeciwko nazistom, przeciwko Hitlerowi. Opuściła Niemcy i przyjęła amerykańskie obywatelstwo. I tego kroku nie mogli darować jej rodacy. Kiedy w latach 60. odbywała trasę koncertową w Berlinie wielokrotnie przypominano jej niepatriotyczne zachowanie. Na początek nagonka w prasie. Później, podczas występu obrzucono ją wyzwiskami, zepsutymi pomidorami i jajami. A kiedy jakaś kobieta napluła jej w twarz, Marlene wiedziała, że tu już nie wróci. Że to nie jest jej kraj. Te prawdziwe Niemcy z dzieciństwa zachowała w swoim sercu. One były inne.
W książce poruszone jest wiele interesujących wątków osobistych. Wspomnę tu jedynie
o znajomości ze Zbyszkiem Cybulskim. Jak się poznali? Co ich łączyło? Tego nie zdradzę. O tej i o innych przygodach z życia artystki można się dowiedzieć czytając książkę Angeliki Kuźniak “Marlene”.
Pozwolę sobie zakończyć tę krótką recenzję słowami Małgorzaty Szejnert : „Książka… jest bezlitosna w tropieniu faktów i pełna zrozumienia dla bohaterki, która jest człowiekiem z krwi i kości, chociaż kreuje się na nieskazitelne zjawisko… To się czyta”. Nikt tego by lepiej nie ujął.
Czytajmy więc i pamiętajmy, że „Gwiazdy nigdy nie umierają”. I o tym właśnie nam ta książka przypomina.
*****
Artykuł pierwotnie opublikowano na stronie Wiadomości24.pl








