Ta gorsza Ameryka
Leszek Drozdalski4 stycznia 2012 | liczba odsłon: 97
Kategoria: Książki, Recenzje
Szerszej publiczności Artur Domosławski znany jest przede wszystkim z kontrowersyjnej biografii Ryszarda Kapuścińskiego. Obaj reporterzy znali się dość dobrze. Łączyło ich zamiłowanie do egzotycznych zakątków świata. Miłością życia Kapuścińskiego była Afryka, a Domosławski upodobał sobie Amerykę Południową. „Gorączka latynoamerykańska” opowiada o burzliwej, głównie zimnowojennej historii tego kontynentu widzianej z różnych perspektyw, w tym również z perspektywy polskiej. Z pozoru chaotyczne zestawienie krótkich tekstów ostatecznie składa się na spójny obraz świata niezwykle barwnego i żywiołowego, ale też biednego i okrutnego.
Na kartach książki Domosławskiego pojawiają się wielkie postaci kultury, krwawi dyktatorzy, rewolucjoniści, bossowie karteli narkotykowych, ale też prości ludzie. Możemy znaleźć tam elementy polemiki Gabriela Garcii Marqueza z Mario Vargasem Llosą, historię relacji Fidela Castro z Ernesto Guevarą, opis powiązań północnoamerykańskich dygnitarzy z Pinochetem, iście hollywoodzką biografię Pablo Escobara, ale również opowieści szeregowych uczestników walk powstańczych czy matek, które utraciły ukochanych synów wskutek „zniknięć”, jakich dokonywały zbrodnicze reżimy (głównie argentyński). Domosławski starannie wypunktowuje wszystkie problemy regionu i stara się dotrzeć do ich korzeni. Raczej stawia pytania, niż udziela odpowiedzi. Jest ostrożny i unika jednoznacznych sądów. Pod względem wartości merytorycznej „Gorączka…” jest naprawdę solidna i jeśli chcemy dowiedzieć się czegoś więcej o biedniejszej z Ameryk, to warto sięgnąć po tę pozycję.
Szczególnie interesujące jest tutaj zestawienie dwóch rzeczywistości: naszej, środkowoeuropejskiej i latynoamerykańskiej. W okresie zimnej wojny oprawcami Europy byli radzieccy komuniści. To oni najechali Budapeszt w 1956 i Pragę w 1968 roku, oni trzymali pół Europy pod butem i to oni decydowali, o czym możemy mówić, a o czym nie. W Ameryce Południowej sytuacja była nieco inna. W rolę Związku Radzieckiego nierzadko wcielały się Stany Zjednoczone instalując w latynoskich państwach prawicowe dyktatury. Komuniści, czy raczej socjaliści stali po stronie pokrzywdzonych i starali się zwalczać zbrodnicze reżimy. Oczywiście jest to duże uproszczenie, ale mniej więcej w ten sposób przedstawiały się zimnowojenne realia na „gorszym” z kontynentów amerykańskich. Książka Domosławskiego pokazuje ten problem z rzadko spotykanej u nas perspektywy. Podobnie opisywał go Kapuściński, któremu w kraju wielokrotnie zarzucano zbyt silne ciągoty lewicowe, a to w ustach wielu Polaków jest już obelgą. Wgłębiając się w tę problematykę trudno jednak nie dostrzegać chociażby tego, że w ramach „walki z plagą komunizmu” Pinochet wymordował w Chile tysiące niewinnych ludzi, a Henry Kissinger – reprezentujący przecież jasną stronę mocy – kibicował jego poczynaniom. Tego typu sytuacji było więcej. Znając je można już nieco inaczej postrzegać braci Castro, którzy dla wielu Latynosów są symbolem sprzeciwu wobec amerykańskiego imperializmu czy Che, który poświęcił życie na walkę o prawa wykluczonych (chociaż może w przypadku Guevary sytuacja przedstawia się nieco inaczej, ponieważ kultura masowa już dawno rozgrzeszyła go z komunistycznych sympatii i ludzkich istnień, które miał na sumieniu).
„Gorączka…” nie jest książką wybitną. Domosławski jest dużo słabszym pisarzem niż jego mentor (?), Kapuściński. Potrafi rozmawiać z prostymi ludźmi, docierać do trudnodostępnych informacji, wysnuwać niebanalne myśli czy przeprowadzać zaawansowane analizy, ale do mistrza polskiego reportażu jeszcze dużo mu brakuje. Osobiście wolę czytać popularnego „Kapustę” czy Jacka Hugo-Badera, który, kiedy chce napisać reportaż o bezdomnych, to na kilka dni zamienia się w jednego z nich, śpi na dworcu i żebrze. Domosławski pisze, że bał się wejść do brazylijskich faweli, przerażających dzielnic biedy. Oczywiście wstydu mu to nie przynosi, ale są jednak autorzy, którzy potrafią dotrzeć do miejsc, z których inni uciekają w popłochu i czynią to praktycznie bez zastanowienia. Takim reporterem był również Kapuściński, nawet jeśli tylko połowę opowieści o nim uznamy za prawdę. Domosławski ma solidny warsztat, obszerną wiedzę i duży potencjał, ale do czołówki polskich reporterów raczej się nie zalicza, chociaż trzeba przyznać, że w tej akurat kategorii konkurencja jest bardzo silna.
„Gorączka…” to wartościowa pozycja, którą można polecić każdemu, kogo interesuje świat i jego bolesne problemy. Jeśli jednak ciekawi nas aktualna sytuacja w regionie, to niestety jej charakterystyki tam nie znajdziemy, ponieważ książka powstała dość dawno (pierwsze wydanie ukazało się w 2004 r.). W ostatnich rozdziałach Domosławski opisuje kryzys gospodarczy w Argentynie oraz początki rządów dwóch czołowych postaci regionu: brazylijskiego prezydenta Lulę, który obecnie urósł niemal do rangi cudotwórcy oraz kontrowersyjnego wenezuelskiego dyktatora (Domosławski poddaje w wątpliwość kwestię autorytaryzmu jego rządów) Hugo Chaveza. Na tym kończy się jego narracja. Warto dodać, że autor nie stara się na siłę generalizować i przepowiadać przyszłości. Trzyma się faktów i nie dokonuje ich nadinterpretacji. Czasem wyraża swoją opinię, ale jest w tym ostrożny i powściągliwy, jak przystało na dobrego reportera. Lektura „Gorączki…” ułatwia zrozumienie współczesnych realiów polityczno-społecznych regionu oraz problemów, które przesądzają o tym, że nadal pod wieloma względami jest to trzeci świat.
Dodam jeszcze tylko, że jednym razem „Gorączkę…” czyta się szybko, a nawet pożera, innym razem nieco wolniej, a czasem wręcz topornie, jak na przykład wtedy, kiedy Domosławski porusza tematy gospodarcze (chociaż są one dobrze opisane). Niektóre fragmenty są atrakcyjne chyba dla każdego czytelnika – szczególnie te opisujące wojny partyzanckie, przewroty wojskowe czy rewolucje – a inne raczej tylko dla pasjonatów. Ja zaliczam się do tej drugiej kategorii, więc „Gorączka latynoamerykańska” mi się podobała, chociaż nie powaliła mnie na kolana, a przyznam, że kilku polskim reporterom się to udało.
Więcej recenzji tego autora na:








