Rzecz o książce „Historie przedmiotami pisane” Piotra Dzięciołowskiego
9 listopada 2010 | liczba odsłon: 243
Kategoria: Książki, Recenzje
Jakiś miesiąc temu, w oczekiwaniu na nową czeską opowieść Mariusza Szczygła i literacki smakołyk Roberta Makłowicza, w jednej z moich ulubionych księgarni trafiła na mnie (tak, czasami to właśnie książka trafia na człowieka) zgoła inna ciekawostka. Z twardej okładki patrzyły na mnie to przedmioty, to mniej lub bardziej znane twarze, a wśród nich nadmieniony już Mariusz Szczygieł. Nie tylko jednak obecność autora „Zrób sobie raj” popchnęła mnie ku książce z ciekawą i jednocześnie sympatyczną obwolutą. Po niedawnych doświadczeniach przeprowadzkowych miałam szereg refleksji na temat przedmiotów, które gromadzę i od których nie potrafię się uwolnić, mimo iż nie spełniają żadnej użytkowej funkcji. Po co mi stare kalendarze, pierwszy prześwietlony film, znaleziona dawno temu na ulicy uszkodzona kaseta VHS czy opakowanie po herbacie sprzed sześciu lat? W wyniku owych okoliczności książka powędrowała ze mną do domu.
Okazało się, że trzymam w rękach historie różnych ludzi o przedmiotach, które z różnych przyczyn są dla tych ludzi ważne. Pomysł na tego typu opowieści należy do Piotra Dzięciołowskiego, dziennikarza o imponującym stażu, który znany był dotychczas bardziej z pisania o koniach ( „Koń to jest ktoś” z 2003 roku chociażby). Dzięciołowski wszystkie te narracje zebrał i zredagował, spinając je pod wspólnym tytułem „Historie przedmiotami pisane”. Nie jest to bynajmniej książka utrzymana w posthumanistycznym duchu, gdzie przedmioty traktowane są autonomicznie. Przeciwnie, jest szalenie antropocentryczna. Chodzi w niej o ludzi, pytanie o szczególne przedmioty to tylko pretekst, albo nawet więcej, to soczewka, przez którą poznajemy konkretne osoby, zgodnie z myślą Andrzeja Franaszka, że przedmiot może być jakąś pośrednią drogą do człowieka. Ta metoda badawcza sprawdziła się w tej książce. I tak mamy okazje zajrzeć do domów i serc dziennikarzy, aktorów, scenarzystów, poetów, artystów – sztuk 28. Klucz, jakim posługiwał się autor w doborze bohaterów, bliżej nieodgadniony. Żeby wymienić choć kilku: Jerzy Janicki, Michał Ogórek, Anna Dymna, Stefania Grodzieńska, Maciej Kurzajewski czy wspomniany niedawno Mariusz Szczygieł. Żeby nie pozostawać też dłużnym wyjątkowym przedmiotom, to w tym szlachetnym gronie znalazły się: misie, sukienki, bilety, czapki, zegary, kamienie, książki, zdjęcia, lalki, siodła, ołówki, pióra, trójwymiarowe fotografie, szklane kule czy mniejsze bądź większe rzeźby. Wszystkie posiadają przede wszystkim wartość sentymentalną, zaświadczają o konkretnym kawałku czyjegoś życia, stają się nawet jego nieodłączną częścią. Niektóre awansują czasem do roli ratujących amuletów. Inne natomiast to pamiątki po najbliższych. Przy okazji czułego opowiadania o rzeczach bohaterowie dzielą się z nami swoimi lękami, smutkami, radościami, słabościami i marzeniami. Słowem mówią o przedmiotach i jednocześnie o sobie samych. Ot inna forma wywiadu.
Wracam do swoich nieaktualnych kalendarzy, filmu, kasety i herbacianego opakowania. Patrzę na nie i przypomina mi się fragment mojego życia, pogoda, ludzie, miejsca i ja sama wówczas. Mam wrażenie, że bez nich zapomniałabym o tym wszystkim na amen. A tak wiem, że na szafie w pudełku po prawej stronie leżą, zawsze dostępne i gotowe przywrócić mi w dowolnym momencie przeszłe obrazy. Ten ich potencjał mnie uspokaja i sprawia, że czuję się względnie bezpiecznie.
Ta książka z pewnością zachęca do takich rzeczowych podróży. Bo choć pod koniec lektury zapomina się dlaczego kolekcja motyli jest cenna dla Ernesta Brylla, a czapka taka ważna dla Artura Barcisia, to pozostaje w Tobie – Czytelniku, jakaś przemożna chęć zajrzenia do swoich skarbów i zastanowienia się po jakiego diabła jest ich cała wyspa.










Rozumiem ducha tej książki i już teraz chcialbym ją przeczytać. To jakby historia o nas samych. Nasze lęki, nadzieje, świat naszych marzeń i tęsknot zaklęty w drobiazgach, które dla innych nie mają żadnego znaczenia, ale dla nas- to skarby. To nie tylko albumy ze zdjęciami. Może być to stara, niemal dziurawa patelka, którą wywieźliśmy z domu naszego dzieciństwa, który już dawno przepad, ale ona przypomina nam o nim, choć on sam już dawno przepadl. To stary stoliczek, który przypomina gdzie chowaliśmy nasze skarby. Zeszyty z podstawówki, budzące wspomnienia już dawno zapomniane
Pamiętam swoją pierwszą wizytę po latach w moim mieście z dzieciństwa. Zapach powietrza cofnąl mnie w czasie i obudzil uczucia, które jakby calkiem już przeminęly. Ludzie, których znalem, starsi, przyjaciele rodziny. W piersi poczulem ból za tym, co już już bezpowrotnie przeminęlo. Wyjechalem z stamtąd, ale zawsze wracam, ilekroć spojrzę na obraz mojego ojca przedstawiający farę, ten sam, który w dzieciństwie skopiowalem tak dokladnie, ze zyskalem uznanie w jego oczach. Mialem wtedy może z 10 lat.
Dziś pozostaly mi po tym już tylko pamiątki, które są droższe od zlotych laurów. Ta książka z pewnością jest warta przeczytania, dla każdego z nas, kto bowiem nie ma wspomnień wartych pamięci?
Aniu, gratulacje! http://www.lekturyreportera.pl/nasze-konkursy/recenzja-miesiaca-listopad-%E2%80%9Erzecz-o-ksiazce-historie-przedmiotami-pisane-piotra-dzieciolowskiego%E2%80%9D/
O, jak miło! Dziękuję! Równie serdeczne podziękowania za bogaty komentarz!