Reportaże znad Morza Czarnego
9 marca 2010 | liczba odsłon: 143
Kategoria: Książki, Recenzje
Bezpośredni dostęp do Morza Czarnego ma sześć państw. Do każdego z nich przyjeżdża co najmniej jeden autor. Każdy z nich widzi morze i jego porty z innej perspektywy. Zbiór różnorodnych refleksji tworzy książkę „Odessa transfer” pod redakcją Kathariny Raabe i Moniki Sznajderman.
W atlasie Morze Czarne wygląda niewinnie, aby nie powiedzieć nijako. To błękitna plama, oblepiona i zjadana przez inne, często większe plamy: rosyjską, ukraińską, turecką, rumuńską, bułgarską i gruzińską. Różnorodność barw sprawia, że ten blady błękit gubi się, staje się mniej dostrzegalny pod ich naporem. W reportażach „Odessa transfer” plama przestaje być nieruchomym znakiem graficznym. Pod brzmieniem słów zaczyna pulsować, falować, szumieć i zlizywać historie miast stojących u jej brzegów. Ożywa i wychodzi poza wydrukowane granice.
Dzieje się tak, gdyż każdy z trzynastu pisarzy opisuje morze jako odrębnego bohatera, będącego nie raz świadkiem ich wcześniejszych doświadczeń, tłem wspomnienia czy przemyśleń.
Morze, które ze smutku stało się czarne, przemawia jako świadek zbrodni rozgrywających się na jego brzegach i w głębi kraju od czasu przekształcenia się wielonarodowego Imperium Osmańskiego w tureckie państwo nacjonalistyczne. / w: Przedmowa, K. Raabe, s. 14
Większość autorów traktuje Morze Czarne bardzo osobiście. Uwaga koncentruje się tu nie tyle na krajobrazach geograficznych i społecznych, co na własnych, często bolesnych przeżyciach autorów zaproszonych do współpracy. Porty, do których zawijamy w kolejnych rozdziałach, to nie martwe punkty na mapie, lecz żywe skojarzenia z dziecięcymi wakacjami, z tragiczną przeszłością członków rodziny (prześladowania, tortury, przymusowe prace zsyłkowe). To w dużej mierze refleksje o podróżowaniu i zmieniającym się świecie.
Nie wszystkie teksty zebrane w książce są reportażami w sensie ścisłym. Znalazły się tu również eseje o podróżach, analiza historii Morza Czarnego w mitach (którą można nazwać przewrotnie reportażem starożytnym), opowiadania obierające miejsce akcji nad Morzem Czarnym, artykuł o tematyce ściśle politycznej, nie opisujący naocznie konkretnych wydarzeń, a strukturalizujący je od razu w podręcznikową historię powszechną. Pokazuje to nie tylko, jak różnie można rozumieć znaczenie i sens reportażu, ale i różnorodność spojrzeń każdego indywiduum: czytając o jednej jedynej Odessie, kryjącej się pod czarną kropką na mapie, otrzymujemy co najmniej kilka obrazów. Daje to coś na kształt kompleksowości. Coś i na kształt, gdyż wciąż mamy świadomość, że gdyby choć jeszcze jedna osoba pojechała do Odessy z zadaniem napisania o niej, powstałby zupełnie inny obraz, a w nas kolejna ciekawość, kolejna opinia.
Tak różna zawartość książki nie może podlec jednej globalnej ocenie. Spłaszczyłoby to ją, zaszufladkowało. Przed wtłoczeniem w gromadę uchronić chcę czterech autorów reportaży: Akę Morchiladze, Andrzeja Stasiuka, Sibylle Lewitscharoff i Mirceę Cărtărescu. Pierwszy to gruziński pisarz piszący o Batumi:
Było w tym coś z imponującego spokoju Stambułu, coś z migotliwego, sytego winem uśmiechu Gruzji i coś z rosyjskiej prostoty. A do tego po okruchu z całej reszty świata. / s. 35
Zastanawia się – uniwersalnie:
Czym dla miasta jest wieczność?
Każde z miast, które posiadły skarb wieczności, zdobyło go pewnie w sobie tylko właściwy sposób. Za jakiegoś powodu albo w jakimś celu. Otrzymały coś, co przetrwało wszystkie próby. / s.40-41
Andrzej Stasiuk, jak zazwyczaj, przemierza Europę samochodem i zatrzymuje się, aby spojrzeć, w którą stronę patrzą krowy, a także, by zamyślić się nad przeszłością, Kozaczyzną i przyszłością podróżowania:
Żyć i podróżować w czasach schyłku, to żyć i podróżować z pełną świadomością. Mówiąc “schyłek”, myślę o schyłku podróżowania. Jeszcze parę lat i nie będzie dokąd wyruszyć. Wszędzie zastaniesz otumanione egalitaryzmem masy, które postanowiły zwiedzić świat. Wszędzie napotkasz angielską klasę pracującą obwieszoną naszyjnikami z kwiatów. (…) Skończyła się trawa dla koni, kończy się benzyna do silników i kończy się ziemia do podróżowania. / s. 64
W „Wyspie szczęśliwców” Sybille Lewitscharoff tworzy bajkową wersję historii Bułgarii, w której dyskutowane są jej dalsze losy. Za formę, w jakiej potraktowała temat, i za styl, w jakim go zrealizowała, należy się jej co najmniej ta wzmianka. A Mircea Cărtărescu pisząc o Owidiuszu, zaskakująco wiele odkrywa z siebie – na tyle dużo, aby stać się jedną z moich nowych fascynacji literackich. I nie tylko dlatego, że spostrzegł, że:
Morze strasznie się zestarzało przez ledwie dwa tysiąclecia: niegdyś Wenus wychodząca z piany na rozłożonej muszli, dzisiaj zgrzybiałe kurwiszcze ze szminką na zębach, schowane za pudrową maską. / s. 129
Wizje tej czwórki mocno zapadły mi w pamięć. Pozostali, choć przyjaźni w czytaniu, nie wywarli aż tak silnego wrażenia. Warto jednak pamiętać, że każde spojrzenie niesie inne wrażenia i sięgnąć po tę książkę dla odnalezienia swoich powodów do wyruszenia w podróż nad Morze Czarne.
-
Książka Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego została opublikowana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Czarne.
—
Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego
pod red. Kathariny Raabe i Moniki Sznajderman
Przełożyli: Agnieszka Nowakowska, Elżbieta Kalinowska, Michał Petryk, Anna Górecka, Przemysław Kordos, Szymon Wcisło, Sława Lisiecka, Joanna Kornaś – Warwas, Dorota Stroińska
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009






