Reportaże „Polityki” – lektura nie tylko na lato


16 lipca 2010 | liczba odsłon: 388
Kategoria: Książki, Recenzje

Najpierw było rozczarowanie. Bo na czerwonej jak krew okładce specjalnego magazynu „Polityki” białymi literami napisano: afery, skandale, kryminały. Taka rekomendacja zawartości zbioru ponad 30 reportaży nieszczególnie zachęca do lektury. Zwłaszcza, jeśli ktoś oczekuje od publikacji opiniotwórczego tygodnika czegoś więcej, niż opisu rzeczywistości z perspektywy tabloidu.

Ale okazuje się jednak, że nie wolno sądzić książki po okładce. W środku znajdujemy zestaw tekstów powstałych w „czasie transformacji i przełomu” opublikowanych w ciągu ostatnich lat na łamach „Polityki”. Są tu prywatne dramaty zwykłych ludzi, głośne zbrodnie, przypadki szczególnie ciekawe dla socjologów i psychologów. Redaktorzy odpowiedzialni za dobór reportaży starannie zaplanowali układ poszczególnych opowieści. Nie będę zdradzał zawartości tej „czerwonej broszury”. Powiem tylko, że jeśli pamiętacie jak czytaliście w gazetach o rodzącej się w Polsce mafii, zabójstwie Zbigniewa Beksińskiego czy skandalach związanych z drugim życiem Simona Mola albo Andrzeja Samsona, to będziecie mogli przypomnieć sobie także i te historie opowiedziane przez najlepszych reportażystów „Polityki”.

Dla mnie lektura zbioru tekstów z tygodnika to swoista podróż w przeszłość, którą jako dziennikarz obserwowałem z bliska. Doskonale pamiętam czasy, kiedy nie tylko w stolicy, ale i na Wybrzeżu wybuchały niemal codziennie bomby podkładane pod dyskotekami, samochodami, domami gangsterów. Pamiętam Nikosia, za życia i w trumnie. Pamiętam jego pogrzeb i gangsterską stypę po nim. Pamiętam tych, którzy go żegnali, a którzy kilka lat później podzielili jego los. Pamiętam wspomnianego Andrzeja Samsona, z którym rozmawiałem o dzieciach-mordercach. Bardzo dobrze zapamiętałem historię Tomasza K. z maleńkiej wsi pod Malborkiem, który przesiedział cztery lata niesłusznie oskarżony o gwałt i zabójstwo 11-latka. Niepełnosprawny umysłowo podejrzany był łatwym celem dla policjantów i wymiaru sprawiedliwości. Później stał się łatwym celem dla skazanych, którzy zgotowali mu za więziennymi murami piekło. Poznałem Tomasza i jego rodziców, kiedy okazało się, że jest niewinny. Że zbrodnię, o którą go podejrzewano popełnił ktoś inny. Napisałem o nim kilka tekstów informacyjnych i jeden reportaż.

Nie ma sensu oceniać reportaży zebranych w tym zbiorze. Napisali je profesjonaliści i każda z tych publikacji broni się samodzielnie. Są to skondensowane, niespecjalnie długie jak na tę formę dziennikarską, teksty, które czyta się – chciałoby się powiedzieć – z przyjemnością (ale nie wypada, bo pamiętajmy; „afery, skandale, kryminały”).

Kusi mnie, by porównać te teksty do reportaży autorów „Gazety Wyborczej”, alma mater naszych najsłynniejszych reportażystów. W tym porównaniu teksty „Polityki” wypadają zupełnie dobrze. Są dowodem, że szkoła polskiego reportażu niejedno ma imię. Z pożytkiem dla nas – czytelników.

To, co niespecjalnie mi się podoba, to zapowiedź redakcji, że jest to wprawdzie pierwszy, ale za to tylko spośród trzech jakie „Polityka” zamierza wydać, zbiór reportaży. Mam wrażenie, że całość została pomyślana jako atrakcyjne czytadło na letnią kanikułę. Na przykład dla zabicia czasu na plaży, albo w pociągu. Szkoda. Liczyłem na jakiś dłuższy cykl, jeśli nie miesięcznik, to chociażby kwartalnik z doskonałymi reportażami. No, ale trudno. Pozostaje wierzyć, że wszystkie trzy wydania będą na tyle dużym sukcesem komercyjnym, że redakcja wróci do tej formy szybciej niż latem przyszłego roku.

____________________

Książka Reportaże Polityki. Afery, skandale, kryminały została opublikowana (i udostępniona do recenzji) przez WydawnictwoPolityka .

Tagi: , , , , ,

4 komentarzy
Skomentuj »

  1. Mimo wszystko, to trochę takie odgrzewane kotlety. W dużej części oczywiście jadalne, kilka nawet smakowitych, ale… Osobiście wolę dobrą książkę faktu, dogłębną reporterską robotę. Poza tym z niektórych tekstów tej broszury widać, że pisane były dla „Polityki” czyli tygodnika opinii, ale bardzo jednoznacznej opinii.

  2. Trudno się nie zgodzić :) Ale ja doceniam tę broszurę, bo przywraca pamięć o gatunku. Jak dla mnie też cenniejsza jest dobra książka reporterska. Krótsze formy, publikowane w tygodnikach, bywają obciążone manierą charakterystyczną dla poszczególnych redakcji. No i „polityką redakcyjną”. W książkach dziennikarze najczęściej potrafią uciec od tych naleciałości.

  3. Zgadzam się z Damianem. Ot, takie czytanie do pociągu. Sama książeczka pewnie lepsza od tygodnika „Polityka”, który ostatnimi czasy stał się echem „Gazety Wyborczej” i tragicznego radia TOKFM, ale zachwycać nie ma się czym.

  4. Dobre reportaże zawsze z zainteresowaniem się czyta, nawet po raz wtóry… A jesli ktoś jest zainteresowany działalnością dziennikarska w tej niezwykle trudnej dziedzinie, jaka jest reportaż, to teksty autorów z „Polityki” może też potraktować jako naukę warsztatu.

Skomentuj