Polski nomada w Sudanie
16 maja 2010 | liczba odsłon: 169
Kategoria: Książki, Recenzje
„ – Dlaczego podróżujesz?
- Właściwie nie wiem. Himalaiści opisują niezwykłe uczucia, jakich podobno doznają w górach. To rodzaj radości, który ogarnia ich niespodziewanie, nagle, gdy jest bardzo ciężko, pomimo niedotlenienia, zmęczenia, przemarzniętych nóg, pokaleczonych dłoni. Za te stany podświadomości odpowiadaflow, przepływ. To moment, w którym czas się zatrzymuje, i trwa się w absolutnej, bezkresnej euforii – nurkując, wspinając się. Podobno flow osiąga się, tworząc sztukę lub w religijnym uniesieniu i w stanie głębokiej medytacji. (…) Widocznie ja mam flow, kiedy podróżuję”. / s. 118
Wierzę w to flow Konrada Piskały odnośnie podróży. Momentami nawet wierzę, że podobne flow odczuwa w czasie pisania.
„Sudan. Czas bezdechu” Piskały to bardziej dziennik niż reportaż. Bardziej spontaniczny zapis niż precyzyjna dłubanina rzemieślnicza. Krótkie rozdziały pozwalają najkrótszej znajomości reportera, najlakoniczniejszej rozmowie nadać znaczenie pierwszorzędne. Strzępkowość dialogów i przejezdność z miejsca na miejsce wciągają w sam środek podróż Piskały. Włączają w aktywny udział, zastępując standardową postawę czytelnika na zewnątrz, jako tylko odbiorcy pewnej relacji. Fragmentaryczność reportażu to przede wszystkim urzeczywistnienie poglądu, że pojedyncze spotkania (m.in. z mieszkającymi w Sudanie Polakami) – czy to z osobą, czy z miejscem – kształtują spojrzenie na całość: podróży, książki, życia. Jeśli tylko im się na to pozwoli.
Jest to bardzo spójna z treścią i sposobem podróżowania forma pisania. Przemierzający z północy na południe Sudan, Konrad Piskała pozwala sobie na tylko kilkudniowe pobytu w jednym miejscu. Jakby opisywane przez niego potrzeby nomadów** do przemieszczania się, również w nim tkwiły głębiej i intensywniej, niż jest w stanie pojąć. Reporter chce doświadczyć życia w tym jednym jedynym punkcie świata, a gdy przeniknie go przez rozmowę z mieszkańcem – jedzie dalej. By zobaczyć więcej. Zachłanny swą ciekawością, ale i przenikliwy w opisie.
Sudan, złapany przez reportera w tytułowym czasie bezdechu, w zawieszeniu pomiędzy jedną krwawą wojną a drugą, pomiędzy jednym konfliktem religijnym a drugim, jest spokojny; na północy suchy, cichszy, by w miarę zapuszczania się w głąb kraju stawać się bardziej zielonym, wilgotnym, zmysłowym i wypełnionym dźwiękami i zapachami. Piskała to uważny i wrażliwy obserwator, dzięki któremu widzimy kolory, czujemy suchość w gardle, z którym zataczamy się pod wpływem gorąca. Ale też zatrzymujący się z refleksją nad istotą bycia ludzi na świecie, różnie rozumianymi sensami egzystencji, sposobami myślenia. Z uwagą przyglądający się nie tylko otoczeniu, ale też sobie postawionemu w obcych jego kulturze warunkach. I te fragmenty reporterki, kiedy autor przygląda się sobie, są jednymi z najciekawszych w książce. Tymi, w których czuje się, że nie tylko zatraca się w podróżowaniu, ale i odczuwa flow w czasie pisania. A my, czytający, wierzymy, że jego podróż i jego pisanie są niepozerskie, autentyczne.
**„Może więc potrzeba podróży jest niczym innym jak instynktem nomadów? Nie ma w pragnieniu podróżowania nic więcej, żadnej metafizyki, magii, tylko zwykły rytm życia, ruchu, bicia serca”. / s. 276
-
Książka Sudan. Czas bezdechu Konrada Piskały została opublikowana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo W.A.B..
—
Konrad Piskała, Sudan. Czas bezdechu
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010








