Alex Carey, Taking the Risk out of Democracy
20 marca 2009 | liczba odsłon: 441
Kategoria: Obcojęzyczne
Taking The Risk Out Of Democracy to książka nieżyjącego już, australijskiego badacza Alexa Carey’a. Jest ona zbiorem kilkunastu tekstów, które miały stanowić przyczynek do większej, nigdy nie ukończonej, całości na temat roli propagandy w demokratycznych społeczeństwach. Carey – uczeń i współpracownik Noama Chomsky’ego – pogłębił analizy zawarte w Manufacturing Consent i Political Economy of Mass Media.
We Wprowadzeniu do książki, pisząc o historii propagandy, Andrew Lohrey stawia bardzo istotne i frapujące pytanie. Skoro słusznie potępiamy i pogardzamy wszelkie przejawy propagandy w państwach niedemokratycznych, dlaczego zgadzamy się na oficjalny przemysł „zarządzający opinią publiczną” w warunkach liberalnej demokracji? Dlaczego nie oburzają nas ogromne wydatki na public relations, kreowanie pozytywnego wizerunku firm, instytucji publicznych, czy nawet jednostek? I czym – oprócz nazwy – różni się takie działanie od totalitarnej propagandy?
Tłumacząc znaczenie terminu „propaganda”, Carey pisze, iż rozumie przez nią „[…] przekaz, którego forma i zawartość są dostosowane do wąsko rozumianego celu przekonania wybranej grupy docelowej do przyjęcia zachowań i wierzeń wybranych wcześniej przez sponsorów owego przekazu”. W tym sensie można przeciwstawić jej „edukację”, w której celem przekazu jest „zachęcenie do krytycznych dociekań i otwarcie umysłów na argumenty za i przeciw każdej szczegółowej konkluzji”. Mamy tu do czynienia z klasycznym poglądem, według którego edukacja winna rozwijać w ludziach krytyczne myślenie, wspierać samodzielność oraz twórcze aspekty ludzkiej natury.
„Wewnętrzną propagandę” [domestic propaganda] definiuje Carey jako służącą „kontroli i naginaniu celów krajowego elektoratu w kraju demokratycznym w interesie uprzywilejowanych warstw tego społeczeństwa”. Im bardziej zaawansowane technologicznie jest społeczeństwo (cały czas myślimy tutaj o współczesnych demokracjach), tym większą rolę odgrywa, według niego, propaganda, ponieważ „utrzymanie istniejącej władzy i przywilejów zależy od opinii publicznej” – w przeciwieństwie do systemów autorytarnych, w których opinia publiczna nie wpływa bezpośrednio na mechanizmy wymiany rządzących. Wynika z tego, że na przykład propaganda znaczy więcej w Stanach Zjednoczonych niż w Wielkiej Brytanii, czy też, że znaczyła więcej w faszystowskich Niemczech – które miały przynajmniej ograniczone doświadczenia z demokracją – niż w Japonii czy Włoszech z tego samego okresu. Carey przywołuje zdanie Harolda Lasswella – jednego z pierwszych teoretyków propagandy – który w latach 20-tych poprzedniego stulecia pisał, że we współczesnych społeczeństwach „więcej można wygrać iluzją niż opresją. W tym elemencie Carey jest zbliżony do myśli Chomsky’ego – oto propaganda jest narzędziem w rękach uprzywilejowanych klas społecznych, które za jej pomocą, w warunkach demokracji przedstawicielskiej, utrzymują swoją delegację do władzy.
Dualizm i Inny
Skuteczne zastosowanie propagandy wymaga jednak kilku warunków, które Carey opisuje. Są to: wola jej użycia, umiejętności jej tworzenia, środki rozpowszechniania oraz symbole oddziałujące na emocje, których pierwowzorem jest to co święte i to co szatańskie (światłość i ciemność). Ów ostatni warunek określa jako wyrobienie predyspozycji „[…] do wdrożenia bądź zaakceptowania dualistycznego, manichejskiego obrazu świata”. Kultura podatna na takie postrzeganie rzeczywistości jest łatwiejsza do kontrolowania przy pomocy propagandy. Skoro w świecie jest tylko dobro i zło, wybór między nimi jest łatwy i bezrefleksyjny. Nie trzeba stawiać ciągłych pytań o przesłanki działań. Oczywiście „świętość” i „boskość” wyrażane są w różny sposób. Mamy więc do czynienia z „amerykańskim snem”, „amerykańskim stylem życia”, „duchem Ameryki” etc. Przeciwstawione są one „szatańskiemu” socjalizmowi, zaś ostatnio – czego Carey już nie dożył – terroryzmowi czy islamofaszyzmowi.
Kategorią nadrzędną, którą wydają się wprowadzać powyższe mechanizmy, jest kategoria „inności”. To Inny jest zawsze podejrzanym, to od Innych zaczyna się poszukiwanie przyczyn narodowych niepowodzeń, czy własnej złej sytuacji. To Inni stają się zazwyczaj pierwszymi celami ataków podczas przewrotów, rewolucji. Dziś Inni są „islamofaszyści”, czy po prostu Arabowie, a także wszyscy ci, których podejrzewa się o ich wspieranie – o to, że stanowią „piątą kolumnę” owych Innych w naszym społeczeństwie.
American dream
W rozdziale 5 książki Carey wymienia najważniejsze z amerykańskich symboli. Należą do nich, jego zdaniem:
„Statua Wolności, która daje, podobną do chrystusowej, obietnicę wsparcia i współczucia dla biednych i nieszczęśliwych na ziemi; Deklaracja Niepodległości z jej sławną proklamacją respektowania równych i niezbywalnych praw wszystkich mężczyzn i kobiet; niekończąca się publiczna litania pochlebstw dla amerykańskiej wolności, amerykańskiego indywidualizmu i amerykańskiej demokracji; niemal religijna wiara w amerykańską formę wolnej konkurencji w systemie ekonomicznym, od której spodziewa się prawie nieograniczonego uczestnictwa prywatnych interesów w społecznym dobrobycie”
Warunki skutecznej propagandy pokazane przez Carey’a, a szczególnie, te związane z użyciem manichejskiego schematu „światłość kontra ciemność”, można uznać za rozwinięcie jednego z filtrów w chomskistowskim modelu propagandy, zaprezentowanym w Manufacturing Consent. Według jej autorów ideologia antykomunistyczna (a potem walki z terroryzmem i innymi zagrożeniami dla bezpieczeństwa narodowego) pomaga mediom w dobieraniu odpowiednich treści, kształtuje ich przekaz, a także zatrzymuje „niechciane” informacje. Carey pogłębił ową analizę, wskazując na bardziej ogólny wzór działania tego mechanizmu, polegający na operowaniu symbolami dobra i zła, wyciągając z tego również wnioski, dotyczące skutków takiej prezentacji świata (bezrefleksyjność wywołana schematycznością przekazu).
Dziedzictwo pragmatyzmu
W Stanach Zjednoczonych – które były, obok Australii, w centrum zainteresowania Carey’a – sukcesy propagandy wspiera pragmatyczny charakter społeczeństwa, prymat działania nad myśleniem. Wynika on choćby z faktu wpływu jaki wywarli na poglądy społeczeństwa amerykańskiego William James i John Dewey. Autor Taking the Risk out of Democracy zastrzega wprawdzie, że podobnie jak Marks nie odpowiada za konsekwencje swoich teorii (Stalina), tak filozofowie pragmatyzmu nie odpowiadają za szkody wyrządzone społeczeństwu przez ich poglądy. „Od roku 1900, przez dwadzieścia lat, w amerykańskiej prasie mieliśmy do czynienia z ‘zalewem artykułów na temat pragmatyzmu’. […] Ewangelizm Jamesa i Dewey’a zbiegł się w czasie ze wzrostem ‘problemów’ korporacji, dla których pragmatyczny punkt widzenia uprawomocniał dobre ‘rozwiązania’; po nim szedł rozwój technologii masowej komunikacji (zwłaszcza radia i telewizji, które przyczyniły się w ogromnym stopniu do wprowadzenia w życie rozwiązania”. Stąd w latach 20-tych i 30-tych ubiegłego stulecia rozpoczął się rozwój korporacyjnej propagandy, która szczególnie chętnie korzystała z filozofii pragmatyzmu do „sprzedawania idei i wartości systemu wolnej konkurencji Amerykanom”. Jak pisze Carey, w swoim stosunku do zagadnienia prawdy, propagandyści i pragmatyści są niebywale spójni. „Jedni i drudzy usprawiedliwiają promowanie fałszywych wierzeń, w sytuacji gdy można przypuszczać, że będą one mieć społecznie pożyteczne konsekwencje”
Lekcja z historii
Eksponowany przez Carey’a motyw kontroli nad opinią publiczną, wytwarzania zgody w celu obrony klasowych interesów najbogatszych, jest spójny z myślą Chomsky’ego. Obaj autorzy posługują się nawet podobnymi przykładami dla zilustrowania swoich tez – jednym z nich jest historia organizacji Industrial Workers of the World (IWW) i sposobu w jaki, ten silny ruch społeczny, został zmarginalizowany za pomocą działań korporacyjnej i państwowej propagandy. W trzecim rozdziale książki Carey pokazuje na przykładzie IWW właśnie według jakiego wzoru konstruowane są propagandowe kampanie. IWW, założone w 1905 roku, było działającą w Stanach Zjednoczonych grupą zwracającą się szczególnie do pozbawionych środków do życia imigrantów i nawołującą do zmian społecznych na drodze rewolucyjnej. W latach 1909 – 1912 przedstawiciele IWW wygrali wiele publicznych debat, zaś ukoronowaniem sukcesów tej organizacji był strajk wśród napływowych robotników w Lawrence, Massachusesets. Dzięki tym działaniom IWW miało, u szczytu swojej popularności, 60 000 członków, będąc znaną i wpływową organizacją. Po zwycięstwie strajku w Lawrence, jak twierdzi Carey, „IWW i jego rewolucyjni liderzy byli organizacyjnie i psychologicznie przygotowani do ciężki bitew z pracodawcami, a nie do obrony interesów pracowniczych przed powolną codzienną erozją”, zaś pracodawcy właśnie w ten sposób rozpoczęli swój kontratak. „Krótko po strajku w Lawrence, wiosną 1912 roku, liga [North American Civic Legue for Immigrants – amerykańska organizacja konserwatywnych pracodawców skierowana na obronę ich interesów w obliczu wielkich fal emigracji na początku XX wieku – przyp. J.O.] wprowadziła w życie kampanię mająca na celu pobudzenie różnych izb gospodarczych i rad handlowych do realizacji ich obowiązków jako obrońców ‘najważniejszych interesów’ swoich społeczności. Te obowiązki wymagały zrozumienia, że przemysłowa przyszłość kraju zależy w dużym stopniu od edukacji dorosłych robotników imigranckich”. W działalność tą – nazywaną „amerykanizacją” włączyły się również organizacje kościelne, jak choćby YMCA. W 1914 roku postanowiono rozszerzyć program na cały naród i włączyć weń, jako patrona, Federalne Biura Edukacji [Federal Bureau of Education] w celu legitymacji działań. W takim kształcie – jako państwowa instytucja finansowa z prywatnych środków – Biuro działało do 1919 roku. Według Carey’a przełomowym faktem dla powodzenia programu „amerykanizacji” była I wojna światowa, stymulująca postawy nacjonalistyczne i „karmiąca podejrzenia wobec wszystkiego co obce jako nieamerykańskie i prawdopodobnie wywrotowe”. Wojna wywołała atmosferę „podejrzeń i nieufności wobec imigrantów”. Wtedy właśnie, wśród innych działań, liga rozpoczęła kampanię na rzecz ustanowienia 4 lipca świętem narodowym, podczas którego Amerykanie będą manifestować swoją jedność i wiarę w kraj. Ostatecznie święto to zostało ustanowione jako Dzień Niepodległości w 1918 roku przez prezydenta Wilsona. Pierwotnie proponowana nazwa (Amercianization Day) została zmodyfikowana, by, jak pisze Carey, było to święto „w sposób mniej oczywisty etnocentryczne”. „W swoim historycznym kontekście ‘Dzień Niepodległości’ odnosi się zarówno do separacji imigrantów od ich starych kulturowych korzeni, jak i do ich alienacji względem nowej nastawionej na zysk kultury amerykańskiej – zauważa. Z końcem wojny walka z ruchem związkowym nasiliła się i przyjęła postać „Wielkiego Czerwonego Strachu” [Great Red Scare], dzięki któremu chciano pozbyć się „obcych radykałów”. Kiedy w 1920 roku upadł strajk w branży stalowej [Great Steel Strike] został on przedstawiony jako bolszewickie zagrożenie dla społeczeństwa, stworzone przez nieamerykańskich robotników [un-American foreign-born workers], co odbiło się w sposób „katastrofalny” na „całym ruchu związkowym”.
Analiza Carey’a, jak pokazałem powyżej – w odróżnieniu do prac Chomsky’ego i Hermana – większy nacisk kładzie na skutki propagandy, niźli na sposoby jej wytwarzania, czy struktury, w których ten proces zachodzi. Kiedy autorzy Manufacturing Consent przedstawiają system filtrów, przez które przechodzi informacja, Carey zastanawia się nad wpływem, jaki wywrze na społeczeństwo owa informacja, a także nad celem i kontekstem, w jakim ta informacja będzie przekazana. Oryginalne w myśli autora Taking the Risk Out Of Democracy są pokazane powyżej warunki skutecznej propagandy, ze szczególnym podkreśleniem mechanizmu wprowadzenia ideologicznych symboli według diady „boskość – szatańskość”, która jak starałem się pokazać, może stanowić klucz do interpretacji wydarzeń społecznych.









Ile prac Deweya lub Jamesa przeczytał autor owej recenzji. Zero? Gdyby przeczytał chociaż jedną książkę tych autorów to zrozumiałby, że są to rzetelni myśliciele, publicyści wręcz, czyli ludzie wyzbyci marksistowskiej pychy, którzy patrzą na problemy bez ideologicznego zacietrzewienia, czyli ludzie którzy myślą tu i teraz, a nie prze pryzmat wiecznie aktualnych „dewiz” (dziejowych praw) Karola Marksa.