Niesamowita, lecz prawdziwa historia podupadającego zoo i dwustu zwierząt, które na zawsze odmieniły pewną rodzinę
13 lutego 2012 | liczba odsłon: 175
Kategoria: Książki, Recenzje
ZOO? No cóż nie przepadam za tym miejscem. Wiem, że to wyznanie może spuścić lawinę negatywnych uwag pod moim kierunkiem. Nie dbam jednak o to. Nie lubię chodzić do ZOO. Kocham zwierzęta, zawsze wprowadzają mnie w dobry nastrój, ale nie wtedy gdy przekraczam próg Ogrodu Zoologicznego. Patrząc w oczy i na pyski umieszczonych tam zwierząt chce mi się płakać, ten smutek z nich płynący, ściska mi serce i mam ochotę uciekać. Empatia czy paranoja? Nie potrafię tego określić.
Jest jednak miejsce, do które chciałabym się udać. To Park Zoologiczny w Dartmoor, o którym w swojej książce pt. „Kupiliśmy ZOO” opowiada brytyjski dziennikarz Benjamin Mee. Mówi on „…zwierzętom się podobało, że mają publiczność. (…) Urodzone w ZOO zwierzaki przywykły do tłumów. Widok ludzi kręcących się wokół przywracał im poczucie normalności.” (str. 334) Jeśli tak w rzeczywistości jest, to ja chcę to zobaczyć, bo byłoby to jedyne miejsce na ziemi gdzie czułabym się dobrze widząc zwierzęta w zamknięciu.
Moja chęć odwiedzenia tego miejsca nie wynika tylko z powyższej deklaracji. Sam fakt kupienia na własność podupadającego ZOO, wywołuje nie tylko zdziwienie, niedowierzanie, ale przede wszystkim chęć ujrzenia wszystkiego co tak skrupulatnie Autor opisał w książce.
Czytając „Kupiliśmy ZOO” dowiadujemy się, że cała historia zaczęła się od broszury na temat Parku Dzikich Zwierząt w Dartmoor, którą przesłała do autora jego siostra Melissa z dopiskiem: „To spełnienie twoich marzeń” (str. 30). I pomimo, że pierwsze próby zakupu ZOO się nie powiodły i to miejsce miał przejąć ktoś inny, to myśl o dzikich zwierzętach, z którymi można by było przebywać na co dzień, nie opuszczała dziennikarza. Dziwnym zrządzeniem losu okazało się, że Park nie został sprzedany i ponownie można było składać oferty zakupu. Tym razem Benjamin i jego rodzina nie dali za wygraną, zebrali wszelkie środki jakimi dysponowali i postanowili kupić to ZOO bez względu na to, jak szalony wydawał się to pomysł.
Samo kupno tego miejsca okazało się najmniej trudną sprawą, gdyż ogrom pracy jaką trzeba było włożyć w odnowienie i usprawnienie ZOO, wydawał się nie do przejścia. Renowacji wymagały pomieszczenia gospodarcze, restauracja, której duża cześć zarobków miała utrzymywać Park, wybiegi dla zwierząt, ich domy, jak również ogrodzenia, alejki, parking. Jednym słowem wszystko. I gdyby wreszcie nie udało się otrzymać kredytu, to całe to szalone marzenie runęło by w gruzach.
To właśnie o tym opowiada ta lektura, o dążeniu do spełniania swoich pragnień bez względu na przeciwności losu. A Autor na swej drodze napotkał ich taką ilość, że aż trudno uwierzyć, że podołał zadaniu, którego się podjął. W swojej książce opowiada o wszystkim co go spotkało, mówi z czym miał największe problemy, jak radził sobie z organizacją pracy, pracownikami, bankami, urzędnikami, handlowcami, swoją rodziną, no i przede wszystkim zwierzętami.
Poznajemy krok po kroku jego ruchy, cokolwiek dzieje się w Parku my jesteśmy tego świadkami, czytamy o jego myślach, uczuciach, pragnieniach i strachu. A ten nie odstępował go na krok i to nie tylko podczas pracy z dzikimi zwierzętami, ale zwłaszcza wtedy gdy okazało się, że jego ukochana żona Katherina umiera na raka mózgu.
Autor nie ukrywa przed nami niczego, jest szczery aż do bólu. Opowiada o ludziach, z którymi miał do czynienia podczas swojej wędrówki do spełnienia marzeń. O tych, którzy okazali mu wielką pomoc mówi z wdzięcznością, a tym którzy stawiali mu kłody pod nogi nie szczędzi krytyki i złego słowa. Mówi otwarcie co, o kim myśli, nie bojąc się jak będzie to odebrane. Tym zaskarbił sobie mój szacunek, podziwiam go za to, bo to wielka sztuka mówić co myśli się na prawdę, wiedząc, że można za to oberwać po głowie. Każda jego krytyka podpięta jest pod konkretne przewinienie, dlatego jego słowa nie wydają się być pustą gadaniną sfrustrowanego wariata, który czepia się bo coś nie idzie po jego myśli.
W książce dowiadujemy się nie tylko o pracach budowlanych na terenie ZOO, ale również dużo czytamy o dzikich zwierzętach, ich zwyczajach i rozmnażaniu. Autor opowiada nam o gatunkach, które chciałby przygarnąć do PZD (Park Zoologiczny w Dartmoor) oraz dlaczego właśnie te zwierzęta go najbardziej interesują. Nie zapomina jednak o stworzeniach, które już przebywają na jego terenie, opowiada o nich z zapałem i szacunkiem, czasami wręcz z czułością.
„Kupiliśmy ZOO” to nie tylko historia szalonej rodziny, która zapragnęła mieć Park Zoologiczny, to także przewodnik po gatunkach niezwykłej fauny oraz katalog roślin, w których otoczeniu dobrze czują się mieszkańcy tego miejsca. Książka ta to niezwykła opowieść o spełnianiu marzeń, o wsparciu, ciężkiej chorobie, trudnej pracy i niezwykłej miłości ludzi do zwierząt. Czyta się jednym tchem, a zamieszczone w środku zdjęcia pokazują o kim ona jest. Porywa. Porusza. I daje nadzieję na zwycięstwo. Nie można jej przegapić.
___
Książka „Kupiliśmy ZOO” została wydana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo W.A.B.
Ekranizacja książki „Kupiliśmy ZOO” w reżyserii Camerona Crowe’a z udziałem Matta Damona i Scarlett Johansson wkrótce w kinach.










Muszę to przeczytać, za wszelką cenę dotrzeć do tej książki. Pracuję w ZOO całe moje dość długie życie i też nie lubię zniewolonych zwierząt. Mam jednak satysfakcję, że udało mi się uratować i zapewnić godną egzystencję wielu dzikim zwierzętom, ale w sposób nie godny postępowano z nimi lub z pełną premedytacją skazywano na śmierć lub w marne warunki te wychuchane i mające zaufanie do ludzi i skazane na ich widzimisie bezwolne zwierzęta. Nie znam wiele ogrodów zoologicznych, w których zwierzęta są traktowane jako partnerzy, ale już takie są. Cieszę się, że jest jeszcze jeden taki Park Zoologiczny w Dartmoor.
Barbara Zalewska
Tak to bardzo dobre określenie, zwierzęta tutaj są partnerami w tworzeniu tego parku. Są tak samo ważne jak całe otoczenie i ludzie tam pracujący. Autor dużo wysiłku włożył w to by miały jak najlepszą opiekę nie tylko wśród opiekunów ale bez względu na koszty sprowadzał lekarzy, którzy najlepiej potrafią zając się ich problemami. Był przeszczęśliwy kiedy udało mu się zbudować na terenie ZOO sale zabiegową dla zwierząt i można było zacząć leczenie. Zależało mu by dowiedzieć się jak najwięcej o zwierzętach, które już w tym zoo mieszkały, by móc ułatwić im poruszanie się po wybiegach, interesowało go jakie podłoże jest najlepsze dla każdego gatunku, czy ma to być duża czy mała przestrzeń, sucha czy wilgotna, jakie rośliny są dla danego zwierzęcia najlepszym towarzyszem, dlaczego dane zwierzę zachowuje się tak czy inaczej. Starał się by nabytą wiedzę jak najszybciej wprowadzić w życie. Może właśnie dlatego ten Park Zoologiczny jest taki niezwykły. I przez to książka też.