Między dramatem a statystyką
20 lutego 2012 | liczba odsłon: 84
Kategoria: Książki, Recenzje
Nie da się zapomnieć. Ta fraza jest powtarzana przez wielu bohaterów tej książki. Można wybaczyć, ale nie zapomnieć. Doświadczenie obozów koncentracyjnych odcisnęło na ich pamięci znamię tak samo nieścieralne, jak tatuaże z numerem ewidencyjnym na ich przedramionach. Książka „Złodzieje wiary i nadziei” Remigiusza Rzepczaka i Andrzeja Łazowskiego gromadzi te bolesne wspomnienia.
To, czego nie wyrazi tekst
Brakowało takiej pozycji. Co prawda, nie jest to reportaż, który wprowadza nową jakość do literatury, którą – z uwagi na tematykę – zwykło się nazywać „obozową”. Niestety, jest tak, że kiedy już przeczyta się n-ty zbiór wspomnień z „czasów pogardy”, to wszystkie one zaczynają z wolna zlewać się w jedną całość. Z tej grupy – przynajmniej w warstwie literackiej, bo teksty Rzepczaka nie są pod tym względem wyrafinowane – książka w żaden sposób się nie wyróżnia. Natomiast „Złodzieje…” są książką o tyle ważną, że są pierwszą pozycją, która próbuje zebrać obozowe świadectwa mieszkańców Pomorza Zachodniego. W tym sensie, uzupełnia ona ważną lukę w obszarze literatury regionalnej.
Reportażom Rzepczaka towarzyszą zdjęcia Łazowskiego. Utrzymane w estetyce intymnej codzienności są bardzo dobrą ilustracją zawartych w tomie historii. Dominują mocne zbliżenia na twarze, tak jakby fotograf próbował przebić się przez zrytą zmarszczkami fakturę oblicz, by dotrzeć do tego, czego nie może wyrazić już tekst. Fotografie w większości prezentują bohaterów w sytuacjach codzienności: podczas spaceru, w trakcie drzemki, w czasie domowych czynności. W zestawieniu z tekstem ujawniają swoją subtelną i nienachalną symboliczność. Jak to przedstawiające chleb w dłoniach osoby, która na stronie obok opowiada o obozowym głodzie. Albo niepokojąca grą skojarzeń pasiasta chusta z czerwonym „P” zawieszona na domowym piecu kaflowym.
Gdyby nie zdjęcia Andrzeja Łazowskiego mielibyśmy po prostu kolejny zbiór obozowych wspomnień. Niewątpliwie te fotografie ratują książkę przed przeciętnością.
Dramat statystyką
Lektura „Złodziei…” prowokuje do refleksji bardziej ogólnej, a dotyczącej kondycji tego rodzaju literatury. Jak wspomniałem, literatury obozowej mamy już przesyt. Obozowe koleje losu – rozpatrywane na płaszczyźnie literackiej – są do siebie podobne. Tak samo opisy okrucieństw: bicie, gazowanie, upokarzająca i bezsensowna praca nastawiona na wyniszczenie więźniów. Czytane po raz kolejny nie budzą już tego, co powinny budzić – wstrząsu i głębokiego moralnego poruszenia.
Być może problem tkwi w sposobie opowiadania. Rzepczak uporczywie trzyma się formy klasycznego reportażu prasowego. Ale właśnie ona chyba jest już zawodna w ujmowaniu tej tematyki. Potrzeba czegoś więcej, czegoś nowego. Nie potrafię powiedzieć czego. Wiem tylko, że bohaterowie tej książki zasługują na to. Bez tego, dramatowi grozi przemiana w zaledwie statystykę ludzkiego upokorzenia.
***
Remigiusz Rzepczak, Andrzej Łazowski, „Złodzieje wiary i nadziei”, seria na pograniczu, tom 3, Czas-Przestrzeń-Tożsamość, Szczecin 2011









