Ludzie Afryki, wielcy i mali
4 października 2009 | liczba odsłon: 526
Kategoria: Książki, Obcojęzyczne
Africa. Dispatches from a Fragile Continent, Blaine Hardena, to siedem opowieści o siedmiu krajach Czarnej Afryki: Liberii, Ghanie, Nigerii, Sudanie, Zairze, Kenii i Zambii. Autor, amerykański dziennikarz, wieloletni reporter New York Timesa i Washington Post, opisuje losy ludzi – rdzennych mieszkańców Afryki – i ich codzienne życie, niejednokrotnie wypełnione walką, często z bronią w ręku. Harden przedstawia przyczyny katastrofalnej sytuacji ludności Afryki w drugiej połowie XX wieku: sztucznie wytyczone przez kolonizatorów granice państwowe, niekończące się waśnie i walki plemienne oraz brak poczucia związku z państwem narodowym. Rodzina i plemię stoją zawsze na pierwszym miejscu. Ogromna większość Afrykańczyków (z jednym, opisanym przez Hardena wyjątkiem, jakim są Nigeryjczycy) nie czuje się obywatelami swego kraju, nie czuje żadnego powiązania z innymi plemionami zamieszkującymi sztuczny twór, zwany państwem. Skutkiem tego ci z nich, którzy pracują jako urzędnicy państwowi, bardziej zajmują się dbaniem o dobro swej wielopokoleniowej, niezwykle licznej, rodziny („extended family”) i plemienia, niż swego kraju. Nepotyzm i korupcja jest normą w postkolonialnej Afryce do tego stopnia, że zdziwienie wywołuje fakt odkrycia afrykańskiego państwa, które pozbawione jest tych przypadłości. Jako jeden z nielicznych przykładów takiego kraju autor podaje Botswanę, napomykając także o Mauritiusie – małej wyspie na Oceanie Indyjskim – jedynym naprawdę bogatym państwie afrykańskim.
Afrykańczycy – pozostawieni samym sobie po długoletnim okresie kolonialnym, bez żadnych tradycji demokratycznych – radzą sobie z wszechobecną biedą i chaosem w jedyny znany sposób – wprowadzając w kolejnych państwach kolejnych dyktatorów. Po kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu latach, stary, zły dyktator zastąpiony zostaje nowym, „dobrym”, który po kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu latach staje się jeszcze gorszy niż obalony poprzednik… Daniel arap Moi, Samuel K. Doe, Kenneth Kaunda, Idi Amin, Ibrahim Babangida, Mobuto Sese Seko… można by wymieniać bez końca. Jedynym rozwiązaniem wszelkiego zła – jak niejednokrotnie dowiadywał się autor od mieszkańców opisywanych krajów – jest objęcie rządów przez kolejnego „Big Mana”. Ludzie zawsze mają nadzieję, że tym razem będzie on mądry i sprawiedliwy.
Blaine Harden opowiada jednak nie tylko o wielkiej polityce i wielkim bogactwie nielicznych wybrańców. Najciekawsze fragmenty książki to te, poświęcone zwykłym szarym ludziom – pracownikowi uniwersyteckiemu z Ghany, który ma na utrzymaniu kilkudziesięcioosobową rodzinę („extended”, rzecz jasna), wdowie po kenijskim prawniku, która przegrała (po kilkumiesięcznych procesach) walkę o ciało swego męża z jego rodzinnym plemieniem, czy ponad dwumetrowemu kolosowi z Sudanu, który stał się jednym z najsłynniejszych (i najwyższych) graczy zawodowej ligi koszykarskiej NBA – Manute Bolu.
Reportaże składające się na książkę Africa. Dispatches from a Fragile Continent, pochodzą z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, sądzę jednak, że niewiele straciły na aktualności. Dowiadujemy się z nich zarówno o przyczynach skomplikowanej sytuacji polityczno – społecznej tego regionu, jak i o powodach zastraszająco niskiej efektywności zachodniej pomocy dla Afrykańczyków. Wystarczy wspomnieć o niewykorzystanych wielomiliardowych inwestycjach, porzuconych po roku lub dwóch i przeobrażających się powoli w ruiny: ogromnej przetwórni ryb w Kenii (gdzie miejscowych nomadów chciano namówić na rybołówstwo), czy wielohektarowych systemach irygacyjnych na polach, których nikt nigdy nie uprawiał. Za pieniądze przeznaczone na ich budowę można było wyżywić kilkudziesięciu ludzi przez kilkaset lat…
Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska







