Łazikiem przez ciemne strony Rosji
Krzysztof Krzak3 maja 2010 | liczba odsłon: 189
Kategoria: Książki, Recenzje
Lato, jak chyba żadna inna pora roku, kojarzy się nam z podróżami, zwiedzaniem mniej lub bardziej egzotycznych (w różnym znaczeniu tego słowa) zakątków świata. Czasami są one bliżej niż nam się wydaje. Kto nie wierzy – niech sięgnie po książkę „Biała gorączka” Jacka Hugo-Badera. Właśnie ukazało się jej drugie wydanie.
Porażająca jest posowiecka rzeczywistość, którą opisuje Jacek Hugo-Bader. Przytoczmy kilka wymownych liczb i faktów: w Rosji około 4 milionów ludzi nałogowo bierze narkotyki, drugie tyle to alkoholicy (w tym cierpiący na tytułową „białą gorączkę”, czyli obłed opilczy nazywany po rosyjsku zapojem), a płatne usługi seksualne w samej tylko Moskwie świadczy 100 tys. kobiet. Rosja przoduje w liczbie zabójstw i samobójstw, każdego dnia ginie tam półtora tysiąca ludzi. A mężczyźni wolą złapać AIDS, niż używać prezerwatyw, które obniżają ich poczucie wartości i męskości. Ot, taka hardcorowa mentalność… Do tego dodać trzeba wszechobecną korupcję i bezkarność urzędników, także policjantów, głównie tych z drogówki i wydziału do spraw zwalczania narkomanii.
Z drugiej strony, w stołecznej Moskwie mieszka około 10 tys. dolarowych milionerów, a na każdego z nich przypada jedno bezdomne dziecko i dziesięć bezdomnych psów. To z pewnością ci bogacze są właścicielami mercedesów klas S, których jeździ tutaj więcej niż w całych Niemczech.
Powie ktoś, że Hugo-Bader epatuje czytelników ciemnymi stronami rosyjskiego imperium, beznadzieją życia swoich bohaterów, patologią, która jest ich codziennością, topi nas w oparach alkoholu. Mam jednakże, jako osoba z racji wykształcenia interesująca się sprawami Rosji, nieodparte wrażenie, że opisuje on zjawiska nie będące, niestety, marginalnymi w tym potężnym kraju (zważmy przy tym, że Hugo-Bader nie pisze o działalności rosyjskiej mafii). Ci, którzy narzekają na warunki życia w Polsce powinni koniecznie przeczytać „Białą gorączkę”.
W reportażu Jacka Hugo-Badera nie brakuje też humorystycznych momentów, takich jak relacja z nadawania przez autora paczki do Polski z osobistymi rzeczami reportera. Opisana sytuacja dowodzi, że socjalistyczny absurd bynajmniej nie umarł wraz z upadkiem ZSRR w 1991 roku.
Jeśli czegoś brakuje mi w książce Jacka Hugo-Badera, która zawiera też inne „rosyjskie” reportaże dziennikarza „Gazety Wyborczej”, to większej ilości fotografii. Byłyby one świetnym uzupełnieniem niezwykle wciągającej relacji pisanej obrazowym, momentami „męskim” językiem. Ale może autor ma w planach wydanie albumu ze zdjęciami uwieczniającymi tę niezwykła wyprawę, którą Jacek Hugo-Bader „podarował” sobie na 50. urodziny?
Pierwotny druk recenzji








Bardzo ciekawa recenzja. Tylko jakoś cały czas przed oczami reportaż, w którym Czeczenka po stracie dzieci w Bieszczadach została zaproszona do miejsca stworzonego jako chwilowa przystań dla kobiet po przejściach. Spotkała tam Polkę (bo i wszystko działo się w Polsce) której mąż molestował córkę, ta córka też tam była. To była prawdziwa historia, nikt jej nie wymyślił, ale ta Czeczenka na tej podstawie dziwiła się Polsce. I teraz jestem w stanie sobie wyobrazić książkę, w której obok reportażu o tej kobiecie znalazłby się reportaż o dzieciach w beczce i o proboszczu molestującym kolejne pokolenia dziewczynek i godzącej się na to bezmyślnie wiosce, kurii itd. To wszystko też są prawdziwe historie i jeżdżąc po polskich małych miejscowościach takie historie można zebrać… Tylko na ile to będzie pełny czy reprezentatywny obraz naszego kraju… Rosja jest wielka i jadąc przez nią można zebrać sporo dziwnych historii. I pominąć sporo zwyczajnych…