Kobiety na życiowych zakrętach
21 lipca 2010 | liczba odsłon: 297
Kategoria: Książki, Recenzje
Gdyby ktoś postawił przede mną karkołomne zadanie zamknięcia recenzji książki „Jestem kobietą” w jednym zdaniu, posiłkowałabym się znaną myślą Nietzschego: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. To byłoby jednak pewne uproszczenie – bo chociaż bohaterki książki rzeczywiście wyszły z życiowych zakrętów i dramatów wzmocnione, nie stało się to samoczynnie – wymagało od nich zaangażowania, życiowej mądrości i pokory. Te wszystkie cechy – równie silnie jak przynależność do jednej grupy wsparcia dla kobiet – łączą Kingę, Annę, Marię, Justynę i Brygidę, których losy opisuje Monika Gajdzińska – będąca jedną z nich.
Ci, którym kategoria „prawdziwe historie” kojarzy się z łzawą narracją i patetyczno-cierpiętniczym filtrem rodem z kobiecych pism, mogą bez obawy sięgnąć po książkę Moniki Gajdzińskiej – nie ma tam ani śladu tej specyficznej stylizacji. Historie bohaterek opowiedziane są prosto, szczerze, ale i z wyczuciem – dzięki temu nie czujemy się intruzami w ich intymnym świecie. Bardzo intymnym, bo poznajemy nie tylko ciąg zdarzeń, lecz także myśli, emocje i często dramatyczne dylematy bohaterek. Właśnie one są największą siłą opowieści, stanowią swoiste studium dojrzewania kobiet – do sprostania krytycznej sytuacji, do podjęcia trudnych decyzji. Do przełamywania pewnych tabu, zerwania ze stereotypami, które wtłacza się do głowy małym dziewczynkom na temat ich przyszłej roli społecznej. Do uwolnienia się od balastu, jakim mogą być w dorosłym życiu relacje panujące w domu rodzinnym, pewne naznaczenie z dzieciństwa. Wreszcie – do pogodzenia się z losem, które jednak nie jest równoznaczne z poddaniem się czy rezygnacją.
Kingę, żonę i matkę dwójki dzieci, najpierw gruźlica skazała na rozłąkę z kilkumiesięczną córeczką i rodziną, a potem okazało się, że diagnoza była błędna, bo kobieta cierpi na nowotwór oskrzela. Na domiar złego zawiodła ją przyjaciółka, która próbowała wyłudzić pieniądze pod pretekstem wspólnego biznesu: „Myślałam: tyle złego mnie spotkało, chodząca martyrologia. Takie przeświadczenie budzi coś w rodzaju fałszywej dumy. Twoje życie wydaje się w pewnym sensie ważniejsze. (…) Nie warto tak myśleć. (…) To zatruwa umysł”.
Annie przyszło zdawać najtrudniejszy egzamin: była przy swojej siostrze Mai, która w młodym wieku umierała na raka: „Nikt nas nie uczy, jak towarzyszyć człowiekowi przygotowującemu się na śmierć (…). Robiłam to, jak umiałam. A właściwie tak, jak pozwalała. Trudno mi było milczeć, widząc, co przeżywa. Wolałabym usłyszeć od niej, że cierpi, że się boi. To, co nazwane, jest łatwiejsze do przyjęcia. Bardziej swojskie, ludzkie. Ale ona milczała. Do końca nie znalazła w sobie zgody na słabość”.
Maria, której problemy z zajściem w ciążę nie były spowodowane żadnym schorzeniem, odblokowała się dzięki udziałowi w warsztatach poszukiwania kobiecości, terapii tańcem: „W miarę jak dorastasz, odbierasz kolejne komunikaty z otoczenia, które informują cię o gestach i emocjach nieakceptowanych przez innych. Uczysz się je powściągać. Cierpienie wywołane niemożnością wyrażania uczuć i sięgania po bliskość zostaje ukryte i odbiera nam zdolność pełnego przeżywania przyjemności płynącej ze swobody”.
Justyna, zaradna bizneswoman i mama piątki dzieci, zazdrościła kolejnym kochankom swojego męża. Była zdeterminowana ratować swoje małżeństwo. Do tego stopnia, że ukryła się w bagażniku samochodu męża, gdy ten jechał na schadzkę, a na miejscu rzuciła się z pięściami na rywalkę… Wyczerpująca emocjonalna huśtawka trwała latami – on przepraszał, obiecywał poprawę, odchodził do kolejnej dwudziestolatki, wracał do żony… Aż wreszcie Justyna przerwała to błędne koło – zdecydowała się na rozwód i odnalazła siebie na nowo: „Tak długo wspinałam się pod górę z bagażem na plecach. Nie chcę udawać, że stałam się samowystarczalna. Zaprzeczyłabym swojej najgłębszej potrzebie bliskości. Różnica polega na tym, że zaczęłam uczyć się zdrowej zależności od innych ludzi, przyjaciół, kobiet. Teraz uczę się bezpiecznego bycia z mężczyzną, z którym chcę zostać”.
Brygida przyjaźni się ze swoim ciałem, choć w jej przypadku to szczególnie trudne – cierpi na reumatoidalne zapalenie stawów. Zawsze uwielbiała ruch, który pozostał nie tylko jej pasją, ale i sposobem na spowolnienie postępu choroby, lepsze samopoczucie, a nawet na życie – kobieta prowadzi ćwiczenia gimnastyczne dla różnych grup. „Mnie pomogła moja niezgoda na rezygnację. Nie przyjmowałam do wiadomości, że pewnych rzeczy już nigdy nie zrobię. Powtarzałam sobie jak mantrę, że moja choroba jest odwracalna (…). Od lat przesuwam granicę bólu. Uczę się żyć z chorobą”.
Czytelnik podczas lektury też się uczy – dystansu do drobnych problemów, które często wyolbrzymiamy, ale i tej teoretycznie oczywistej, ale praktycznie z trudem akceptowanej prawdy: że warto sięgać po pomoc, gdy jej potrzebujemy, i odrzucić fałszywe przekonanie, że kobieta musi być perfekcyjna i samowystarczalna w każdej dziedzinie.
Od książki Moniki Gajdzińskiej trudno się oderwać, ale nie można powiedzieć, że czyta się ją jednym tchem. To tylko pozorna sprzeczność – jest tam wiele fragmentów, przy których trzeba się zatrzymać, przemyśleć to i owo, i do których chciałoby się wracać, zwłaszcza w trudnych chwilach. Kolejnym paradoksem, ale i ogromną wartością książki jest to, że chociaż opowiada o prawdziwych dramatach, bije z niej jakiś optymizm, niezwykła siła. Z tych – wydawałoby się zwykłych, bo przecież podobne dramaty dotykają wielu osób – historii przebija Camusowska prawda, że człowiek powinien – i może – być silniejszy niż warunki czasu i życia.
We wstępie książki autorka pisze, że podoba jej się koncepcja widzenia życia jako alchemicznego procesu przemiany. Jest on kilkuetapowy – na początku człowiek stanowi pierwotną materię, która wymaga obróbki. Potem przeżywa jakiś szok, zawala mu się świat, by mógł na zgliszczach powoli budować podwaliny nowego porządku. Następnie przechodzi przez kolejne stadia, z których ostatnim jest coniunctio, czyli najczystsze złoto. Nie ma żadnej gwarancji, że uda się je osiągnąć, ale po lekturze książki jedno jest pewne – warto próbować…
____________________
Książka Jestem kobietą została opublikowana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Dobra Literatura.









[...] Czytaj więcej [...]