Klient twój wróg
17 września 2009 | liczba odsłon: 710
Kategoria: Książki, Recenzje
Pogruchotane palce, poobcinane dłonie, a nawet pracownicy ugotowani w całości w wielkich kadziach z przerabianą na hamburgery wołowiną – oto obraz typowej fabryki półproduktów zaopatrującej międzynarodowe sieci fast foodów, ukazany w książce Erica Schlossera, Kraina fast foodów. Z drugiej strony nowoczesne laboratoria badawcze, w których wybitni naukowcy opracowują esencje smakowe wykorzystywane przy produkcji najpopularniejszego pożywienia Amerykanów. Żaden z produktów sprzedawanych w opisywanych sieciach nie smakuje swoim „własnym” smakiem – hamburgery, cheeseburgery, chickenburgery, a nawet frytki nasączane są chemicznymi substancjami smakowymi – nie dosyć, że muszą być dobre, to w każdym punkcie świata i w każdej chwili muszą smakować identycznie! Z jednej strony ogromne pieniądze przeznaczane na biotechnologiczne eksperymenty nad „polepszaczami smaku”, z drugiej maksymalne oszczędności na lekarskich badaniach przeznaczonego do spożycia mięsa – skutkujące masowymi zatruciami bakteriami E. coli czy Salmonelli, często ze skutkiem śmiertelnym.
Dodajmy do tego bezwzględną walkę ze związkami zawodowymi i z państwowymi inspekcjami sanitarnymi, katastrofalne warunki zatrudnienia, wyniszczanie małych i średnich hodowców bydła, drobiu i ziemniaków, drakońskie warunki umów franczyzowych oraz galopującą otyłość źle odżywianej ludności. Oto w miarę pełny obraz tego, co ponadnarodowe korporacje zrobiły z amerykańskim (a w tej chwili już ze światowym) społeczeństwem.
Najdziwniejsze w funkcjonowaniu tych międzynarodowych molochów jest podejście ich właścicieli do praktyki wolnego rynku. Jak powszechnie wiadomo, władze wszelkich korporacji, głośno i bezwzględnie wypowiadają się za funkcjonowaniem wolnego rynku w jego najczystszej postaci. Żadnych dotacji, żadnych przywilejów, żadnych regulacji państwowych, żadnych ograniczeń! Konkurencja, konkurencja i jeszcze raz konkurencja – wygrywa lepszy, szybszy, tańszy i mądrzejszy (sprytniejszy), przegrywa słaby. Owszem – w teorii. W praktyce wygląda to tak, że opisywane koncerny są czołowymi beneficjentami amerykańskiego systemu pomocowego. Korzystają z rządowych (gwarantowanych przez państwo) tanich kredytów inwestycyjnych, otrzymują miliardowe ulgi i zwolnienia podatkowe oraz fundusze przeznaczone na dokształcanie pracowników (których, nota bene nie kształcą w ogóle). Wolny rynek w rozumieniu McDonald’s czy KFC kończy się tam, gdzie zaczynają się ich własne interesy!
Co więcej – niektóre z firm parokrotnie przyłapano (i ukarano) na niedozwolonych praktykach monopolistycznych: zmowach cenowych, prowadzących do wyeliminowania (czyli bankructwa) mniejszych, często rodzinnych, biznesów z rynku. Okazuje się zresztą, że prawdziwym wrogiem wielkiej sieci fast foodu nie jest konkurencyjna (wielka) sieć, tylko klient – o czym dobitnie świadczą przytoczone w książce słowa jednego z jej szefów: „Our competitors are our friends, and our customers are our enemies”. (książkę czytałem w oryginale, cytat za: Eric Schlosser, Fast food nations, London 2002, s. 143).
Biorąc pod uwagę to szczere wyznanie, dość dziwne wydają się wnioski Schlossera, który – w zakończeniu książki – twierdzi, iż właściciele i szefowie opisywanych koncernów tak naprawdę nie są złymi ludźmi, oni są po prostu biznesmenami, sprzedającymi społeczeństwu to, co społeczeństwo kupuje. Konsumenci – zdaniem autora Krainy fast foodów – powinni zbojkotować niezdrowe, tłuste i sztuczne (ale smaczne) hamburgery i głośno, kolektywnie domagać się zdrowego, organicznego pożywienia…
Czy na pewno jest to efektywny sposób walki z ponadnarodowymi firmami obracającymi bilionami dolarów?

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska







Hmm, oczywiście byłoby fajnie, jakby społeczeństwo było mądre. Tylko że społeczeństwo karmione zewsząd ogłupiającą papką głupieje. Pamiętam, jak może 10 lat temu ktoś mi opowiedział o tych niemądrych amerykanach, którzy kupując ubrania, nie kierują się ich jakością, bo nawet nie potrafią jej ocenić, tylko ceną, a tę pokazuje metka. To wtedy w Polsce było straszną głupotą – jak można kupić coś dla nic niewartej metki. A dziś ile osób robi u nas to samo? Dlatego ogłupić społeczeństwo jest łatwo, doprowadzić żeby zmądrzało trudniej.
W zasadzie w szkołach powinny być prowadzone lekcje samoobrony intelektualnej pod hasłem „Myśl – nikt tego za Ciebie nie zrobi”. Gdzie dzieci uczyłyby się np. czytać skład produktów, dowiadywałyby się, co się kryje za różnymi E itd.
Jednocześnie jak tak to czytam, to nieco trudno uwierzyć, że ktoś kto wie o mafijnych metodach prowadzenia biznesu, może napisać, że oni nie są tak naprawdę złymi ludźmi. Może próbuje tym przykryć informacje o tych ludziach ugotowanych w kadziach z wołowiną…
Nie posądzałbym jednak Schlossera o złe intencje. Raczej o naiwny idealizm.