Klaus Brinkbäumer, „Afrykańska odyseja”

Agata Marczewska
3 maja 2009 | liczba odsłon: 1 131
Kategoria: Książki, Recenzje

„Afrykańska odyseja” Klausa Brinkbäumera, to niesamowity reportaż z drogi, którą przebył autor, starając się odtworzyć trasę afrykańskich uchodźców. Efektem podróży, rozmów ze spotykanymi na kolejnych etapach szlaku ludźmi i niebezpieczeństw jest książka wstrząsająca.

Okładka książkiDo Ghany twórca tego dramatycznego reportażu poleciał samolotem, w towarzystwie fotografa Johna Ampana, Afrykanina mieszkającego i pracującego od czternastu lat w Europie. Kilkanaście lat wcześniej John odbył wędrówkę do Europy: kontynentu, który w oczach mieszkańców Czarnego Lądu jawi się jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Podobnie jak wielu innych mieszkańców Ghany, mężczyzna wyruszył w podróż, która miała zapewnić jemu i pozostającej w Afryce rodzinie godne życie. Podróż ta zajęła cztery lata.

Afryka w książce Klausa Brinkbäumera to kontynent paradoksów. Bogaty w zasoby naturalne kontynent jest jednocześnie kontynentem cierpiącym niesamowitą biedę. Na każdym kroku kwitnie korupcja: za wszystko trzeba zapłacić, nawet za załatwienie miejsca pracy. To kontynent, którego wielu mieszkańców żyje za mniej niż jednego dolara dziennie, bezustannie czując na sobie groźbę głodu, pragnienia, a przede wszystkim trądu i AIDS. Ucieczka z ojczyzny do bogatej Europy staje się tu zazwyczaj swoistym aktem desperacji.

W swojej analizie problemów Afryki autor nie pozostawia suchej nitki na możnych tego świata. Afrykanie pracują na swojej ziemi za głodowe stawki, wspomagając produkcję i późniejszy eksport towarów, sprzedawanych w krajach Europy i Ameryki za kwoty wielokrotnie przewyższające ich zarobki. Nie pozostawia złudzeń w kwestii organizacji charytatywnych, których działania są zazwyczaj pomocą bardzo krótkoterminową i które nie zwalczają przyczyn afrykańskich tragedii. Wskazuje na fakt, że rządy europejskie niejednokrotnie wspierają korupcję i przestępczość na Czarnym Kontynencie, za cenę ograniczenia dostępu Afrykanów do krajów Unii Europejskiej.

Podróż, taka jaką odbył John Ampan i jaką odbywały miliony innych, to narażenie się na niekończące się ryzyko. Na śmierć z ręki policjanta, na śmierć za Saharze, na trąd, na deportację u kresu podróży, na wywiezienie ciężarówką na Saharę i porzucenie bez mapy, wody i jedzenia. Na to, że nawet prawdziwe dokumenty nie muszą pomóc na przejściu granicznym, jeśli ich posiadacz ma czarny kolor skóry. Wreszcie na to, że nawet w afrykańskim porcie zdarzyć się może tak, że jedynymi przyjmowanymi walutami są euro i dolar. Bardzo wymowne są ostre słowa jednego z rozmówców autora:

Dwie rzeczy wam powiem. Po pierwsze, biali przybyli do Afryki jako nielegalni imigranci. Czy może któryś z łowców niewolników miał wizę?

Oczywiście każdy medal ma dwie strony. Klaus Brinkbäumer dostrzega inne oblicze problemu, wynikające bezpośrednio z afrykańskiej mentalności. Mówimy tu o ludziach, dla których wspólnotowość i rodzina mają ogromne znaczenie. Sprawy, które dla rodowitego Europejczyka wydawać się mogą niedopuszczalnymi przykładami korupcji (np. sytuacja, gdy wysoki urzędnik obsadza niższe stanowiska członkami swojej rodziny), w Afryce są przejawem poczucia honoru i dbałości o rodzinę. A rodziny są tu zazwyczaj duże.

Czasownik „polecać” niezbyt pasuje w odniesieniu do „Afrykańskiej odysei”. O wiele wymowniejsze jest słowo „zalecać”. Pisząc o książce takiej jak ta, ciężko jest również pokusić się o zwroty typu „ciekawa” czy „wciągająca”. Książkę tak wstrząsającą, miejscami okrutną, a jednocześnie pisaną z sercem, Europejczyk powinien przeczytać. A potem przemyśleć.

Creative  Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.

____________________

Książka Afrykańska odyseja została opublikowana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Czarne.

Tagi: , , , , , ,

Jeden komentarz
Skomentuj »

  1. Ciekawa recenzja. Przyznam się, że chętnie sam bym się wybrał do Afryki i przyjrzał się bliżej je kulturze, zyciu ludzi. Jednak nawet jak się tam nie może być, dobrze jest sięgnąć po taką ksiązkę, jak ta i ją przeczytać, by poczuć się jakby się tam było na miejscu.

Skomentuj