Jak potomek Jagiellonów pokochał Indie


21 kwietnia 2010 | liczba odsłon: 118
Kategoria: Książki, Recenzje

„Moje Indie” Jarosława Kreta to przewodnik i pamiętnik z podróży po tym wciąż mało znanym kraju. Każdy z czytelników powinien znaleźć w nim coś dla siebie, choć nie do końca. Lekko  zawiedzeni mogą być fani rasowego reportażu, gdzie autorzy głos oddają bohaterom. W książce, w wielu momentach tego zabrakło.

Kret rozpoczyna opowieść od informacji o swoim pierwszym zetknięciu z Indiami. Pierwsza podróż, pierwszy zachwyt i zdziwienie. Jednocześnie przechodzi swego rodzaju chrzest podczas hinduskiego święta Holi. To właśnie ten żywo napisany początek obiecuje, że w dalszej części będzie równie wartko i ciekawie. Niestety, w momencie, kiedy autor mówi o Indiach jako o „swoim kraju” na końcu pierwszego rozdziału, dalej tak interesująco już nie jest. Czytelników znudzić mogą opisy zwyczajów panujących w kraju oraz rys historyczny, który wplatany do historii, burzy kompozycję. Z pewnością Kretowi zależało, żeby Polacy poznali Indie w pełni, jednak wydaje się, że lepszym sposobem na przedstawienie dziejów kraju byłoby zaprezentowanie ich w osobnym kalendarium.

Brakuje rozmów z ludźmi, mówienia w opowieści ich głosem. Autor wyjaśnia jakim krajem są Indie, które pokochał, próbując  zaciekawić czytelnika raz zabawniejszymi, a raz zupełnie nużącymi anegdotami. Jako potomek Jagiellonów, do czego odnosi się wielokrotnie, mógłby pozostawić możliwość interpretacji zachowań kulturowych innym synom pogromców Krzyżaków, nie starając się ich na siłę tłumaczyć i wyjaśniać. Szkoda zwłaszcza tej części , gdzie Kret rozmawia z próbującymi go naciągnąć oszustami oferującymi mu pieniądze w Polsce za przewóz kosztowności. O ileż bardziej ciekawe byłoby dopisanie dalszej części tej historii, być może próby dociekania, czy takie zachowania są na porządku dziennym. A tak, otrzymujemy jedynie delikatny pokaz tego, że Polacy swój rozum mają i naciągać się nie dają, a w Indiach nawet oszuści są dość naiwni.

Brawa należą się za zdjęcia. Już Melchior Wańkowicz, król polskiego reportażu, umieszczał w swoich tekstach fotografie, tłumacząc, że dopełniają opowieść. Tak samo robi Kret, którego zdjęcia możemy oglądać w najważniejszych pismach podróżniczych na świecie. Tutaj jednak nie liczy się ich jakość, choć niektóre są naprawdę świetne, ale to, że w wielu momentach wystarczają, by pokazać wszystko. Być może autor świadomy, że obrazem można przedstawić dużo więcej, nie chce przeszkadzać odbiorcy w kontemplowaniu, chociażby podróży rzeką Ganges.

Na uwagę zasługują fragmenty, w których Kret pochyla się nad zwykłymi mieszkańcami Indii i ich obyczajami, odchodząc od własnego toku opowieści, gdzie to on jest na pierwszym planie. Właśnie tej równowagi zabrakło przede wszystkim. Tak, jakby Kret nie mógł zdecydować się, czy pisać o sobie w Indiach, czy może jednak o Indiach, do których z taką tęsknota za każdym razem wraca. Ciężko w tym momencie określić gatunek, którym posługuje się autor. Jeśli chodziło mu o stylizację na pamiętnik, to udało się to znakomicie. Pytanie tylko, co z tego wynieśli czytelnicy i czy do końca zrozumieli fascynację autora opisywanym przezeń krajem.

Podsumowując, fani wypraw do tak egzotycznych krajów jak Indie z pewnością będą tą książką usatysfakcjonowani. Reszta czytelników może czuć spory niedosyt, bo po przeczytaniu książki może odnieść wrażenie, że nic nowego o Indusach się nie dowiedzieli, jako że terminy obcobrzmiące i odniesienia kulturowe nie zapadają w pamięć, a narracja jest dość chaotyczna i postrzępiona. A przecież znamy przykłady, że można te dwie sprawy w genialny sposób połączyć…

____________________

Książka Moje Indie została opublikowana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Świat Książki.

Tagi: , , , ,

Skomentuj