Godzina próby
17 maja 2010 | liczba odsłon: 205
Kategoria: Książki, Recenzje
Jesteśmy tylko ludźmi, chętnie wyłączamy myślenie. Dlatego tak łatwo tłumaczymy sobie „ja bym się przecież tak nie zachował, a oni reprezentują to, czego tak nie lubię, więc właśnie widać, do czego są zdolni, macie przykład”. I w poczuciu wyższości nawet nie próbujemy się zastanawiać „A co bym naprawdę zrobił, jakby mnie taka sytuacja… zaskoczyła?” I kiedy przychodzi godzina próby popełniamy kardynalne błędy. Tylko wtedy jest już za późno. I już nie możemy powiedzieć „To jacyś inni”. A teraz możecie nałożyć klapki na oczy i nazwać tę książkę reportażami „o polskiej religijności”, myśląc że Was to nie dotyczy. Albo przeczytać ją świadomie.
Zatem co robimy w godzinie próby? Jeśli nas zaskoczy, to często nie potrafimy zareagować właściwie. Robimy to, co miałoby sens w sytuacjach nieważnych i nagle stawiamy rzeczy nieistotne ponad ludzkim życiem. Gdyby ktoś nas o to zapytał rok wcześniej, na spokojnie, zaprezentowalibyśmy mu całkiem inny scenariusz naszych zachowań. Jednak kiedy zdecydować musimy nagle, to jest ryzyko, że zamiast pomóc, będziemy trzymać się kurczowo utartych szlaków, myśląc że tak jest lepiej. A potem ciężko nam będzie żyć ze świadomością, że być może ktoś umarł tylko dlatego, bo nie pomogliśmy.
Czytając reportaż „Mojżeszowy krzak” możemy np. przeanalizować na spokojnie, jak dochodzi do tego, że jadą 2 autokary z takimi samymi maturzystami, którzy bez trudu mogą się ze sobą identyfikować i oto kiedy jeden z autokarów staje w ogniu, to drugi omija miejsce wypadku telepiąc się polną drogą. Szokujące? Owszem, ale też bardzo łatwo wytłumaczalne. Kiedy znamy mechanizm, jesteśmy w stanie nad nim u siebie zapanować. Jeśli przyjmiemy, że to nas nie dotyczy i nie będziemy się nad tym zastanawiać, być może i my damy się zaskoczyć…
A co robimy, kiedy już nie podołaliśmy w godzinie próby? Na świecie jest wielu ludzi, którzy robią mnóstwo dobrych rzeczy, a zapytani czemu, opowiadają czasem smutną historię, jak to kiedyś dali się zaskoczyć i nie pomogli. Jak w dzieciństwie pod kolegą zapadł się lód a oni bali się cokolwiek zrobić. Błąd można wykorzystać jako naukę na przyszłość i postarać się, żeby już nigdy więcej nie być człowiekiem, który nie zareagował. Tacy ludzie są szczęśliwi, bo wiedzą, że złe doświadczenie nie poszło na marne. Ale można też zmarnować tę okazję poprawy, czego podręcznikowy przykład mamy w książce.
To tylko jeden z reportaży Tochmana. A każdy z nich jest inny. Wzbudzają emocje, zachęcają do myślenia.
Największe wrażenie zrobił na mnie tekst „Bracia i siostry”. Historia bardzo inteligentnych dzieci, które bezmyślni dorośli uparcie próbowali umieszczać w domu dziecka. Nie sprawdzili dokładnie informacji na temat rodziców i latami nie pomyśleli o skutkach swoich decyzji. A dzieci ze źle prowadzonego domu dziecka uciekały i potrafiły najcięższą zimę przetrwać w prymitywnych warunkach w lesie.
Nikt nie pomyślał, żeby to przerwać. Ani sędzia (bezrefleksyjnie upierający się przy swojej decyzji) ani policjant (polujący na dzieci jak na dziką zwierzynę) ani nauczyciele ani wychowawcy z domu dziecka. Nie znalazł się ani jeden myślący dorosły, który powiedziałby głośno, że dom biedny jest i tak lepszym rozwiązaniem niż las, gdzie w końcu i tak trafiają dzieci.
Główni bohaterowie wzbudzają autentyczny podziw, szczególnie że potrafili sobie poradzić w życiu i już jako poważni, szanowani dorośli zaczęli zadawać pytania. Po raz pierwszy od bardzo dawna, czytając reportaż, pomyślałam że chciałabym poznać tych wyjątkowych ludzi. Przedstawiłam Wam tylko skrótowy opis, a tę niesamowitą opowieść naprawdę warto przeczytać, szczegóły Was zadziwią.
Żeby zupełnie zmienić temat – 2 z reportaży dotyczą homoseksualizmu, jeden częściowo, jeden wyraźnie. Jest też historia zaginionej dziewczynki i jest opowieść o chłopaku, który został świętym. I reportaż o radosnym chłopcu, który po wizycie w szpitalu całkowicie się zmienił, a teraz jest więźniem swojej choroby. Choroby, która sprawia, że bez sensu krzyczy, przeklina, rzuca się, rozbija meble, zupełnie nie panując nad absurdalnymi odruchami. I historia dziecka, które choć wygląda dla wielu przerażająco i jest upośledzone, to zostało adoptowane i ma kochającą rodzinę. Ale ten tekst wcale nie jest słodki i powoli zaczynamy się zastanawiać, co będzie dalej…
Co jeszcze jest w „Bóg zapłać”? Jest tytułowa opowieść o kobiecie rodzącej kolejne dzieci, chociaż każda kolejna ciąża posuwa do przodu jej kalectwo. I tu też można założyć klapki na oczy i powiedzieć „no tak, zobaczcie do czego doprowadza ludzi katolicyzm”. A można zastanowić się, czemu wolimy czasem iść cięższą, ale znaną nam drogą zamiast wziąć odpowiedzialność za swój los i zdecydować się na zmianę.
A kiedy niedawno mieliśmy żałobę narodową po katastrofie smoleńskiej, to jakoś łatwiej było mi zrozumieć czasem dziwne zachowania ludzi czy władz, ponieważ czytałam wcześniej „Amen”. Oczywiście nie było tam tego rozmachu, ale może właśnie dlatego łatwiej zobaczyć mechanizmy, które kierują ludźmi w żałobie i tymi, którzy nie wiedzą, jak się wobec nich zachować.
W książce jest również bardzo ciekawa opowieść o Wandzie Rutkiewicz, która pozwoliła mi spojrzeć na nią, na alpinizm i na to skąd się biorą wyjątkowi ludzie, z zupełnie nowej strony.
A jeżeli zastanawialiście się czasem, czy sztuka może realnie wpłynąć na ludzi, to historia Tomka Beksińskiego być może da Wam więcej odpowiedzi. Zawsze uważałam, że obrazy jego ojca są genialne, tylko przerażały mnie kryjące się w nich emocje. Zadziwiające, że to samo można by powiedzieć o Tomku. Ale równie dobrze to mógł być przypadek, prawda?
Jak widzicie, nie wszystkie reportaże odnoszą się do religii, w niektórych jej w ogóle nie ma. A tam gdzie jest, też nie musimy czytać ich przez ten jeden pryzmat, szczególnie jeśli nas nie dotyczy.
Cała Polska zna historię wioski, w której proboszcz molestował kolejne pokolenia małych dziewczynek. Mimo, że potwierdziły to i dzieci i część już dorosłych kobiet, to ludzie tam nadal chcą wierzyć, że to nieprawda, bo przecież zawsze byli dumni ze swojego proboszcza. Odejmijcie religię, a zobaczycie, jak często i my padamy ofiarą dysonansu poznawczego i nie chcemy się pogodzić z czymś co burzy nasz obraz świata. W reportażu widzimy prymitywnych ludzi, którzy zaszczuli biedną samotną matkę, tylko dlatego, że powiedziała prawdę, a ponieważ jest samotna, to w jej obronie nie stanie tam nikt. Możemy pomyśleć, że historia jest oburzająca, ale dotyczy zupełnie obcego nam świata. Ale… czy tak duża jest różnica pomiędzy zaszczuciem samotnej matki w małej wiosce, bo powiedziała otwarcie o pedofilii księdza, a mobbingiem w dużej korporacji, kiedy ktoś próbował np. zmienić niewłaściwe praktyki firmy?
Nikt wam nie broni potraktować tej książki jako zbioru szokujących ciekawostek. Tylko… nie warto.
____________________
Książka Bóg zapłać została opublikowana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Czarne.









Zachęcająca (bardzo) recenzja. Jasne, że przeczytam.