Co Bruce Chatwin porabiał podróżując

Joanna Janowicz
8 października 2009 | liczba odsłon: 469
Kategoria: Książki, Recenzje

Z Bruce’m Chatwinem mam nie lada problem: chętnie bym z nim dokądś pojechała, ale nie zawsze równie entuzjastycznie reaguję na jego reportaże. Dlaczego „What Am I Doing Here” nie zasługuje na stojący aplauz, a dorabia się kilku pozytywnych oznaczeń na marginesach?

Okładka książkiJak wiadomo nie od dziś, w życiu dobre są tylko chwile, na dodatek raczej te, których jeszcze nie znamy. Podobnie w tym zbiorze reportaży, relacji, portretów i esejów angielskiego reportera. W swoich tekstach nie odkrywa on Ameryki, nie jest mistrzem zapierających dech w piersi opisów, nie przoduje w kreśleniu zaskakujących dialogów. Zabiera nas do Chin, Peru, Rosji, Francji, Ghany. Elokwentnie opowiada historię nomadów i przekonywująco wyjaśnia, dlaczego człowiek w podróży jest szczęśliwszy niż osiadły. Bezboleśnie poszerza naszą wiedzę o pisarzach, reżyserach i rynku sztuki. Pisze o ludziach, których spotkał: tych znanych, jak Indira Gandhi czy nieznanych (np. swojej przyjaciółce, z którą wybrał się na drinka). Opisuje ich przez pryzmat otoczenia domowego, jak w przypadku architekta Konstantina Mielnikowa, lub w trakcie pracy, tak jak nakreślił sylwetkę Marii Reich na tle pampy Peru, gdzie prowadziła badania. Widzi niemal w kapciach Andre Malraux, Wernera Herzoga czy Nadieżdę Mandelsztam.

Mimo że Chatwin sili się na pisanie esejów, najczęściej daleko mu do mistrzostwa świata. Jego teksty są zbyt długie, monotonne i poważne. Nie oznacza to jednak, że na Chatwinie jako pisarzu należy postawić krzyżyk. Nic z tych rzeczy. Na Chatwinie trzeba umieć się poznać, dać mu czas i poczekać, aż od niechcenia, jakby przypadkowo, nie przemyśliwując zbyt wiele, sypnie anegdotą. Anegdota to jest forma przyjazna Anglikowi, którego życie przypomina anegdotę. Wystarczy wspomnieć, jak telegraficznie poinformował pracodawcę w Sotheby’s, gdy ruszył w świat: „Wyjechałem do Patagonii”.

Krótka historia pisana jako ilustracja lub jako tło sytuacji są jego perełkami. Charakterystyczne postaci drugoplanowe (takie jak przewodnik, który każdą wypowiedź zaczyna od słów „I have something to say” i kwituje ”This is all I have to say”), błyskotliwe przemyślenia i pointy – widać, że przebywanie z Bruce’m jest wesołe i nieskrępowane niezręcznością sytuacji. Stać go na podzielenie się „zielonymi myślami w zielonym cieniu”. Uważa, że chodzenie to nie tylko terapia, ale również poetycka czynność, za pomocą której można uleczyć całe zło świata. Ponadto nie tylko deklaruje, ale i aktywnie manifestuje, że domem człowieka jest droga, a życie to piesza podróż.

Całkowicie naturalny w każdej sytuacji, na pewno był człowiekiem, z którym sympatycznie spędza się czas. Szkoda, że ta cecha nie zawsze przekłada się na jego utwory.

Bruce Chatwin, What Am I Doing Here
Vintage Books, London 2005

polskie wydanie:
Bruce Chatwin, Co ja tu robię
Państwowy Instytut Wydawniczy, 2006

Tagi: , ,

Jeden komentarz
Skomentuj »

  1. Amatorska recenzja

Skomentuj