Bałkańska podróż przez czas i miejsca

Marek Bonarski
20 czerwca 2010 | liczba odsłon: 235
Kategoria: Książki, Recenzje

Robert D. Kaplan poznawał Bałkany w gorących od wydarzeń latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku (przy czym książka powstała u schyłku lat osiemdziesiątych). Latach, gdy upadający komunizm stał się katalizatorem historycznych zmian w wielu państwach socjalistycznego bloku. Lata te odcisnęły również swoje płonące piętno na ziemi będącej stykiem (geograficznie jak i kulturowo) Azji i Europy, znanej jako Bałkany. Zafascynowany urokiem i historią tego regjonu Kaplan usiłował połączyć relacje z wydarzeń których był świadkiem z historią miejsc które zobaczył. „Bałkańskie upiory. Podróż przez historię” to zbiór pasjonujących, ale i przerażających reportaży historycznych przedstawiających wpływ historii na współczesne losy państw i ludzi.

Kaplan, mimo że w Polsce mało znany, jest autorem doświadczonym, to dziennikarz i publicysta, autor kilkunastu książek, współpracownik takich czasopism jak „The New York Times”, czy „The Washington Post”. Był korespondentem wojennym podczas wojny irańsko-irackiej, a także podczas radzieckiej inwazji na Afganistan. Podczas swoich dziennikarskich podróży trafił między innymi do Grecji, a Grecja to już Bałkany…

O tym, że Bałkany to tygiel narodowości, kultur, ras i religii wie każdy. Bałkany są regionem gdzie od zawsze mieszały się wpływy świata zachodniego z bajecznym i tajemniczym światem wschodu. Gdyby jednak spytać kogoś czym są Bałkany, obawiam się, że nie byłoby prostej odpowiedzi. To miejsce mało znane dla przeciętnego Polaka skupionego na własnej, nie prostej wszak, rzeczywistości. Pewnie nikt nie potrafiłby wymienić krajów i regionów, które ukrywają się pod terminem „Bałkany”. Wspominano by pewnie byłą Jugosławię, Bośnię, Macedonię, ale kto by potrafił powiedzieć, że termin ten obejmuje choćby część Austrii czy Turcji? Dlatego warto przeczytać tę książkę by poznać region Europy tak niedaleki, a zarazem tak odległy.

Dziennikarz zwiedzał Bałkany, oglądał ważne i nieważne dla historii miejsca, rozmawiał z ludźmi, poznawał ich historię. Z tych wszystkich opowieści namalował piórem zbiór felitonów historycznych próbując oddać czytelnikowi wszystkie swoje przeżycia i przemyślenia. Felietony na pozór chaotycznie rozrzucone wśród faktów, mitów, miejsc i legend, opowiadające zarówno o czasach dość już odległych jak i o historii najnowszej, w miarę lektury układają się w barwny, fascynujący, a zarazem przerażający świat pełen emocji, namiętności, okrucieństwa, wielkich czynów i ludzkich tragedii. Wszytkie opowiedziane historie, mimo różnorodności i pozornej inności są całością i jako takie stanowią logiczny wywód o rzeczywistości tych miejsc i wydarzeń. Po lekturze wszystko to co widzieliśmy w telewizji i czytaliśmy w prasie podczas wojny w byłej Jugosławii nagle staje się zrozumiałe, wydarzenia układają się w całość, a niezrozumiałe dotąd wybuchy okrucieństwa zyskują wytłumaczenie. To zrozumienie to wielka zasługa książki Kaplana

Mimo zalet książki autorowi nie udało się uniknąć wyrażania subiektywnych opinii. Często pozwala sobie na własne oceny opisywanych wydarzeń, dzieli się z czytelnikiem swoim punktem widzenia. Z jednej strony jest to ewidentne naruszenie zasady dziennikarskiego obiektywizu, z drugiej jednak pozwala czytelnikowi bardziej emocjonalnie zapoznawać się z treścią książki. Dlatego warto nie traktować lektury jako stricte reportaży, lecz bardziej jako zapiski autora o zabarwieniu historyczno – podróżniczym.

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska.

____________________

Książka Bałkańskie upiory. Podróż przez historię została opublikowana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Czarne.

Tagi: , , , , , ,

6 komentarzy
Skomentuj »

  1. Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak dziennikarski (a tym bardziej reporterski) obiektywizm.

  2. W mojej opinii obiektywizm jako taki w ogóle nie istnieje, możemy mówić co najwyżej o protezie, no ale jakoś myśl trzeba było ująć, proszę wybaczyć niezgrabność sformułowań

  3. Niektóre teksty czytam się bardzo dobrze między innymi dlatego, że są osobiste, ale zgadzam też z tym, że czasami wyraźna ocena autora może razić, może być nie na miejscu. Bardzo mi się spodobał ostatni felieton Jacka Hugo-Badera „Waliza pełna noży” http://wyborcza.pl/1,75480,8048949,Waliza_pelna_nozy.html w której autor zaznacza swoją obecność i swoją opinię na temat tego, co mówią mu rozmówcy, ale robi to w sposób subtelny, wręcz delikatny,

  4. Ciekawe, dzięki za link.

    Osobiste zaangażowanie pomaga zgłębić temat, choć oczywiście rzutuje na wymowę materiału. W tym momencie wkracza warsztat (w praktyce stricte pisarski), którym autor może trochę wyretuszować osobiste wstawki. Co nie zmienia mojej opinii, że bycie w pełni obiektywnym nie jest możliwe, choć warto próbować zbliżyć się jak najbardziej do niego.

  5. No tak, prowadziliśmy kiedyś z Markiem dyskusję na ten temat i doszliśmy wspólnie do wniosku, że nie ma w ogóle czegoś takiego jak obiektywizm :)

    Dla mnie osobiście przekaz reporterski jest o wiele ważniejszy (i ciekawszy), wtedy, kiedy pozbawiony jest opinii reportera. Tekst ukazujący fakty, przedstawiający informacje, robi na mnie większe wrażenie od tego, który przekazuje osobiste opinie autora na temat przedstawionych wydarzeń i osób. Oczywiście – sam dobór relacjonowanych faktów i sposób ich przedstawienia jest jakąś oceną (jest właśnie zaznaczeniem – nie wprost – autorskiej opinii) – dla mnie wystarczającą. Wolę czytać o tym, do czego „dokopał” się autor, niż o tym, jakie są jego na ten temat odczucia.

  6. Ależ to nie podlega nawet dyskusji, że czysty obiektywizm nie istnieje. Nawet sam dobór tzw. faktów już jest subiektywny i gruncie rzeczy można napisać dwa różne teksty o tym samym wydarzeniu, wcale nie stosując świadomej manipulacji. To, kim jesteśmy, w co wierzymy, wpływa też na to, co widzimy i co słyszymy. Czytelnicy uwielbiają Kapuścińskiego, a jego obecności w reportażach jest niezmiernie dużo. Nie chodzi mi oczywiście o opisywanie na każdej stronie swoich uczuć, emocji, refleksji, bo taki reportaż może się łatwo przerodzić w „pamiętnik pensjonarki”. Nie lubię też, gdy autor wciąż chwali się „tylko ja tam byłem”, „tylko ja to widziałem”, bo przemawia przez to kompleks niższości. Jednakże reportaże w stylu informacji PAPu też nie są moją ulubioną lekturą.

Skomentuj