Andrzej Dybczak „Gugara”
Paweł Witek18 sierpnia 2009 | liczba odsłon: 657
Kategoria: Książki, Recenzje
Syberia, podróż, Ewenkowie, pijaństwo. Słowa kluczowe kilku relacji, z którymi spotkałem się ostatnimi czasy. Wydaje się, że temat stał się umiarkowanie popularny – zarówno ze strony odbiorców, jak i autorów, z Jackiem Hugo-Bader na czele, którego ostatnia pozycja, zdecydowanie udana: „Biała gorączka” była niedawno recenzowana na „lekturowych” łamach.
Książka Andrzeja Dybczaka „Gugara”, wydana ponad rok temu, zalicza się również do tego grona. Jest to opowieść o pobycie autora wśród Ewenków; zarówno w wiosce, jak i w koczowniczym czumie. To historia wciągająca i ciekawa, a jednocześnie szarobura – burością życia bohaterów.
Autor relacjonuje wszystko w bezstronny sposób, co jeszcze bardziej podkreśla tą całą szarą, ewenkową beznadzieję. Ewenkowie, jakby zapatrzeni w fatalny wzorzec „tubylec podbity przez przedstawiciela rozwiniętej cywilizacji”, zupełnie nie radzą sobie z rzeczywistością i alkoholem. Rodzaj infekcji. Ta beznadzieja staje się coraz wyraźniejsza, im głębiej w książkę wchodzimy. Bohaterowie tracą renifery, co oznacza w zasadzie utratę sensu życia. Zostają zmuszeni do przeniesienia się do wioski, gdzie dokonuje się kompletna społeczna dezintegracja.
Wspomniałem o bezstronności autora – odniosłem rzeczywiście takie wrażenie, a wiąże się ono zapewne z faktem, iż narratora jest mało, jest dyskretny, nie wysuwa swojego ego na pierwszy plan, pozwala relacji snuć się bez zakłóceń. Jednak niestety, czasem zdarzają się, szczególnie na początku, nieco dziwaczne, odrealnione opisy wizji/snów autora, które wydają się być nie na miejscu, zaburzając strukturę opowieści.
Jest w „Gugarze” coś, co niepokoi. Myślę o rodzinie Dymitrija, Tatiany i wciąż unosi się gdzieś w pobliżu przekonanie, że jakby zmienić scenografię, rekwizyty; podstawić za nich parę z warszawskiej rodziny z tak zwanej klasy średniej – że to smutne, ewenkowe życie z pierwszej części książki w istocie swojej nie byłoby tak zasadniczo różne od ich życia. Ten element czyni opowieść wyjątkową, ponieważ oprócz wartości poznawczych, daje nam potencjalną możliwość zerknięcia w lustro. Życie codzienne z rutyną i nudą jest poważną chorobą, z którą także my musimy ciężko walczyć. No i tęsknota. Cecha uniwersalna do bólu – oni tęsknią tam za czymś nie do końca określonym i nieosiągalnym. Zakładam, że czytelnik tej książki także odczuwa czasem ten rodzaj nieokreślonego niepokoju.
Zastanawiam się, czy ta opowieść nie stała się bardzo aktualna w inny sposób. Trafił się kryzys gospodarczy. W Stanach Zjednoczonych to wyraźny problem, ponieważ pewna część obywateli straciła swoje domy z powodu utraty płynności finansowej. Mamieni wizją typu „dom należy się każdej amerykańskiej rodzinie” wzięli ryzykowne kredyty, których obecnie nie mogą spłacić, w wyniku czego ich domy, ich treść życia, zostają przejęte przez komorników. Od razu nasuwa się skojarzenie z drugą częścią „Gugary”, gdzie rodzina traci ostatnie renifery, będące osią ich życia i musi zamieszkać w wiosce. Radzą sobie z tym źle. W ogóle sobie nie radzą. A ci pechowi Amerykanie? Może ta historia byłaby im znajoma? Może byłaby w jakikolwiek sposób przydatna? A może wchodzę w protekcjonalne tony?
Dodam jeszcze tylko, że oprócz książki powstał również film dokumentalny o takiej samej nazwie, który zdążył zdobyć już kilka nagród na festiwalach (Złoty Lajkonik – Krakowski Festiwal Filmowy 2008, Najlepszy Debiut – Era Nowe Horyzonty 2008; The Intangible Heritage Award – Cinema du Reel – Paryż, II Nagroda – Rozstaje Europy 2009; oficjalna selekcja: Cannes 2008, Thessaloniki IFF). Trailer znajduje się tu: Gugara – trailer
Wydawnictwo Zielona Sowa
Wydanie I, Kraków 2008






