20 lat robienia mentalności

Maciej Lewandowski Maciej Lewandowski
21 stycznia 2010 | liczba odsłon: 250
Kategoria: Książki, Polecamy, Recenzje

20 lat temu obudziliśmy się w wolnej Polsce. Ale to właśnie ona – nasza ojczyzna – a nie my, jej mieszkańcy – jak sugerują twórcy zbioru „20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła” – była zagubiona. To Polska zapomniała swojego imienia i swojej historii, to Polska nie wiedziała kim jest, skąd przychodzi i jak się nazywa. My, jej obywatele, byliśmy wciąż tymi samymi ludźmi, którzy przez kilkadziesiąt lat żyli w komunistycznym ciepełku. Byliśmy wciąż działaczami wolnych związków lub byłymi zomowcami, byliśmy protestującą młodzieżą lub przesłuchującymi ją esbekami. Obudziliśmy się dobrze pamiętając kim jesteśmy i skąd przychodzimy, nie wiedzieliśmy za to dokąd mamy iść, co robić i jak postępować. Nie pytaliśmy o swoje nazwisko (jak Jan, bohater otwierającego zbiór tekstu „Człowiek, który powstał z torów”), próbowaliśmy raczej – cytując słowa opisanego przez Mariusza Szczygła mistrza zmiany w nowo powstałej montowni telewizorów firmy Otake – „zrobić sobie mentalność w jeden dzień”. Szukaliśmy etycznych wzorców, kierując się instynktownie ku tym, którzy byli nimi dotychczas – ale oni, zajęci kolejnymi wojnami na górze – zostawili nas samym sobie. To właśnie o tym opowiadają reportaże zebrane w tomie o poszukiwaniu swojego miejsca w nowej, nieznanej – często w związku z tym przerażającej – rzeczywistości. Bohaterzy kolejnych opowieści, pozostawieni nagle bez moralnego wsparcia, szukają, na własną rękę, sposobu na przeżycie. Co najsmutniejsze – w wielu przypadkach, zarówno w książce, jak i w rzeczywistości – sposobu na przeżycie, a nie na życie.

20.20-lat-nowejReportaże zebrane w zbiorze to opowieści o nas samych. Głównie o tym jak – w imię przeżycia – porzuciliśmy zasady. O tym jak w tajemnicy przed żoną spekulowaliśmy na giełdzie („Pamiętnik znaleziony na parkiecie”), o tym jak przemycaliśmy narkotyki w żołądkach („500 euro za ciało, które zje kilogram”), o tym jak zarabialiśmy na ogłoszeniach oferujących fikcyjne usługi („Polska w ogłoszeniach”), o tym jak uwierzyliśmy Amwayowi („Zabierz nas do Diamentu”), o tym jak stadnie rzuciliśmy się na Wyspy, aby pracować za pensy, które Anglika nie ruszą z kanapy („Fajną masz, córcia, pracę”), wreszcie o tym jak rozpaczliwie szukaliśmy pieniędzy na kolejny biznes, nawet u gangsterów („Luiza wdowa idzie na Dług” – zdecydowanie najlepszy tekst książki).

Po pracy ci z nas, których było na to stać, jeździli na szybki – zarówno hetero, jak i homo – seks w zakamarkach europejskich stolic („Wściekły pies”), podczas gdy reszta – przeważająca większość – musiała zadowolić się onanizmem na rodzimych sex-czatach („Cała Polska czatuje na seks”). Mieliśmy także inne rozrywki: zwiedzanie tak zwanych galerii handlowych („Arkademonia”), słuchanie disco polo („Usta są zawsze gorące”) i wspomagane koksem ćwiczenia fizyczne („Mistrz rozkroku i przykucania”).

A nasze dzieci? Owszem – były i dzieci, choć raz na jakiś czas zdarzały się – zagrożone wyrokami wieloletniego więzienia – przypadki aborcji („Bolało jeszcze bardziej” i „Czasem odwiedzają mnie demony”). Te, które się urodziły, czasami były nawet kochane i obdarzane czułą opieką – miejmy nadzieję, że nie tylko przez pary homoseksualne („Dwie mamy Jasia”) – ale częściej pozostawiane zostawały przez zajętych pracą rodziców w samotności. Używały wolności, jak tylko mogły: „jumały” za zachodnią granicą, terroryzowały niedofinansowaną szkołę i nieprzygotowanych do nowych warunków nauczycieli („Wal się, szkoło”), w najlepszym wypadku zarabiały na bilet do kina jako „trendsetterzy” („Trend-owaci”).

Po lekturze zebranych w tomie reportaży dochodzi się do wniosku, że z tą mentalnością wcale nie tak łatwo. Na jej zrobienie nie wystarcza jeden dzień, niektórym nie wystarcza nawet dwadzieścia lat. Smutnej całości nie rozjaśnia najoptymistyczniejszy – paradoksalnie – reportaż zbioru, opowiadający o mieszkańcach schroniska dla bezdomnych, którzy w 2001 roku symbolicznie solidaryzują się z ofiarami ataku na WTC („Nadzieja w gruzach World Trade Center”). Paradoksalnie, gdyż z jednej strony przedstawia ludzi, którzy stracili w nowej Polsce to, co w życiu najpotrzebniejsze – swoje własne miejsce, a z drugiej strony to właśnie oni – bezdomni i bezrobotni – kierują się w swoim postępowaniu, chyba jako jedyna z opisanych w książce społeczności, motywami pozamaterialnymi. Ich działaniami kieruje postawa, która leżała u podstaw naszej wolnej, postkomunistycznej, Polski. Solidarność.

Smutniej natomiast – przerażająco smutno – robi się czytając opowieści o prawdziwych bohaterach, którzy dziś wstydzą się swojego bohaterstwa. O ludziach, którzy nie chcą głośno mówić o tym, jak ratowali Żydów podczas okupacji („Lęk Sprawiedliwych”), ani o tym, jak – może naiwnie i dziecinnie, ale ryzykownie narażając się ludowej władzy – walczyli z komuną w latach sześćdziesiątych („Spisek przy trzepaku”).

Zebrane w zbiorze reportaże spełniają nie tylko podstawowy warunek stawiany tej formie przekazu – są ciekawe i interesujące. Ich wielką zaletą jest także to, że większość z nas – mieszkańców nowej Polski – odnajdzie w którejś z tych opowieści siebie, cząstkę swoich losów, lub losów swoich znajomych czy bliskich. Przedstawiono tu dość kompletny przekrój tego, co działo się z nami w ostatnich dwudziestu latach, szkoda że zabrakło dwóch spraw, którymi żyła (i nadal żyje) cała Polska: Owsiaka oraz wojny o religię i krzyże w szkołach (tym bardziej, że w książce pojawia się zarówno Rydzyk, jak i aborcja). Myślę, że po dodaniu dwóch reportaży na te tematy, tom można by śmiało nazwać reportażową historią postkomunistycznej Polski. Historią ludzi, którzy wciąż próbują zrobić sobie mentalność.

Creative Commons License

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska

____________________

Książka 20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła została opublikowana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Czarne.

Tagi: , , , , , ,

Skomentuj