„Kapuściński non-fiction” nie taki zły, jak go malują!

Robert Monik
6 lipca 2010 | liczba odsłon: 111
Kategoria: Książki, Recenzje

Przed publikacją tej książki wielu ludzi wydało na nią wyrok, potępiało ją, pomimo, że często te same osoby jej nie czytały. A jak inaczej można rzetelnie i prawdziwie ocenić publikację, niż tylko ją czytając? Tylko po co, skoro można ją od razu obrzucić błotem i naznaczyć piętnem?

Tak zapewne myśleli niektórzy publicyści, ludzie kultury i tzw. autorytety, którzy nie strzępili kąśliwego języka pod adresem książki „Kapuściński non -fiction” i jej autora Artura Domosławskiego.

Tymczasem po lekturze tej książki mogę uczciwie przyznać, że ich krytyka była bezzasadna i przesadzona. W końcu jest to wartościowa pozycja, rzetelnie napisana, trzymająca w napięciu, od początku do końca, przedstawiająca Kapuścińskiego od A do Z i, co najważniejsze, pokazująca jakim on był człowiekiem ze słabościami i wadami.

Chwilami miałem wrażenie, ze czytam kolejną książkę samego mistrza reportażu, bo Artur Domosławski ukazuje nam Kapuścińskiego na tle jego dzieł i poddaje analizie opisane tam historie. Ale nie robi tego po to, aby dokopać wielkiemu Polakowi, lecz z myślą, by ukazać jego wybitność. Bo tak naprawdę bez lektury Domosławskiego nie odkrylibyśmy, że w książkach Kapuścińskiego niekiedy fikcja przeplata się z faktami, że autor w umiejętny i przekonujący sposób pisze nawet o tym czego nie był świadkiem, wiedząc o tym, że nie zawsze można być w centrum wydarzeń i że czasem niebezpieczeństwo realizacji danego materiału jest zbyt wysokie, by narażać się niepotrzebnie. Co najważniejsze, robi to z wyjątkową erudycją i sposobem narracji.

Domosławski oprowadza nas nie tylko po życiu i twórczości Kapuścińskiego, ale także pokazuje nam go jako człowieka wielowymiarowego, mającego złożone życie i osobowość. Kapuścińskiego, który w życiu musiał pokonać wiele dróg, by stać się tym, kim był, czyli wybitnym reporterem.

Z początku jest to droga ideowca, który wieży, że socjalizm jest ratunkiem dla współczesnego świata , dlatego działa w partii, zna kluczowych jej działaczy, ale także nie boi się myśleć i działać niezależnie.

Później widzimy mistrza, który woli wyjechać w teren, by rozmawiać ze zwykłymi ludźmi o ich problemach i przestawiać je w swoich reportażach bez względu na to, czy materiał będzie na rękę partii. To właśnie dzięki tej pracy rodzi się późniejszy warsztat reporterski Ryszarda Kapuścińskiego. Wreszcie dochodzimy do momentu, gdy Kapuściński wyjeżdża jako korespondent zagraniczny do Afryki i Azji i w ten sposób realizuje siebie, tworząc wybitne reportaże, które publikuje na łamach gazet i w swoim kolejnych książkach.

Podczas pobytu w Afryce i Indiach, Kapuściński pisze o ludziach z odległego lądu, ich problemach, kulturze, a także o walce o wolność. Widzi, że zachód często nic nie robi, by pomóc tym biednym krajom uporać się ze współczesnymi problemami, takimi jak: nierówność społeczna, głód, wyzysk.

Wybitny reporter poznaje tych ludzi, ich życie poprzez rozmowę i obcowanie z nimi. To sprawia, że te kraje, ludzie i ich problemy stają mu się bliskie. On się z nim utożsamia, żyje ich problemami, porusza je w swoich książkach.

Kapuściński ukazany przez Artura Domosławskiego jest nie tylko ikoną reportażu, ale przede wszystkim zwyczajnym człowiekiem, który oprócz wielu zalet, wielkiego talentu reporterskiego, silnej i przebojowej osobowości ma w sobie wiele sprzeczności i wad. W końcu, jak inaczej traktować jego agenturalną przeszłość, bliskie kontakty z wysokimi urzędnikami państwowymi, romanse z kobietami, czy wyobcowanie w kraju kierowanym przez prawicowych polityków. I to według mnie jest sednem książki Artura Domosławskiego „Kapuściński non -fiction”. Pokazanie reportera takim, jakim był naprawdę. Czyli nie tylko przez pryzmat jego dokonań, interesującej osobowości, ale także po przez ukazanie jego złożoności i wielowątkowości.

W końcu autor biografii o Kapuścińskim poznając kolejne tajniki z życia reportera, nie mógł ich pominąć, chcąc w pełni pokazać kim był Ryszard Kapuściński, jak żył, czym się kierował w życiu i dlaczego, jak tworzył i w jakich okolicznościach powstawały jego dzieła.

Bez tego jego książka byłaby niepełna i jednostronna, a autor przedstawiłby nam portret reportera, który już dawno poznaliśmy, ale  który dziś pominąłby to, co najważniejsze: złożoną naturę i wieloaspektowość życia wielkiego Polaka.

Naturalnie można się zastanowić, czy Domosławski nie za głęboko wszedł w sferę intymną reportera, czy powinien pisać o jego romansach. Jednym słowem czy powinien dotykać tych aspektów, które często są uznawane za tabu. Jednak, czy współcześnie pisząc biografię o kimś sławnym i znanym, da się pominąć jego psychofizyczność i jej wpływ na dokonywane wybory, decyzje i postawy. To musimy sami ocenić, ale w sposób sprawiedliwy i uczciwy.  Bez obrażania autora książki i sądzenia tego co napisał bez uprzedniej lektury.

Tagi: , , ,

Skomentuj